wtorek, 17 lipca 2018

Czy planuję poprawę warunków życia

Mam niewiele. Jeden z Czytelników określił to mianem minimalizmu ekstramalnego. W sumie bardzo ciekawe określenie. Czy mój tryb życia to jakieś ekstremum? Ja tego tak nie odbieram. Mam dokładnie to co mi jest do życia niezbędne. Fakt. Sprzętów mieszkalnych niewiele. Co jest jednak niezbędne do życia? A co jest tylko udogodnieniem? Warto sobie odpowiedzieć na te pytania. 
Do życia potrzebujemy: wody, jedzenia, schronienia i ochrony przed czynnikami zewnętrznymi, ognia, powietrza. 

Woda. No tutaj jest w jakimś stopniu zapewniona. W sezonie jest dostarczana. Poza sezonem mam jej zapas. Wody potrzebuję do picia, przyrządzania potraw i do higieny. Kwestię wody mam zapewnioną. Czasem muszę ją oszczędzać, poza sezonem. Nie jestem jednak zagrożony z powodu jej braku. To nie zagrożenie. Czasem jedynie pewna niedogodność. 
Powietrze. No nie jestem w obszarze zatrutym. Pomijam więc tą kwestię. Aczkolwiek zapewne oddycham o wiele czystszym powietrzem niż większość populacji. Zakładając, że większość ludzi jest skupiona w miastach. W sumie ja także żyję blisko miasta. Jednak powietrze jest tutaj w miarę czyste. 
Jedzenie. Dzięki własnej pracy jedzenie mam. Proste i mało wyszukane. Ale mam. Głodny nie chodzę. Niedożywiony nie jestem. Czasem nawet są to smaczne rzeczy. Na zimę na wszelki wypadek kupuję tłuszcz, jakieś źródło skrobi, mięsa trochę. Mógłbym sobie nawet już te zakupy odpuścić. Spokojnie mógłbym wyżyć z upraw. 
Ogień. Teoretycznie nie jest niezbędny do życia. Jednak ludzkości ognień zaczął towarzyszyć od niepamiętnych czasów. Jest źródłem ciepła, światła, można dzięki niemu przygotować jedzenie. Podejrzewam, że większość ludzi straciła mistyczny kontakt z ogniem. Światło mamy elektryczne a nie z ognia. Ogrzewanie w wielu domach nie jest bezpośrednio z ognia (bezpośrednio). Często już potraw nie grzejemy na ogniu. Wiele ludzi straciło kontakt z ogniem. A szkoda. Ogień to towarzysz człowieka. Niczym się nie da ognia zastąpić. Ja potrafię wieczorem godzinami patrzeć w ogień. Ma to w sobie coś mistycznego. W okresie zimowym rozpalam sobie często ognisko na zewnątrz. I tak sobie przy nim siedzę. I rozmawiam z ogniskiem. Opowiadam co mi się wydarzyło danego dnia. Dobra. Ja wiem, że to bzdurny monolog. Proszę to porównać do modlitwy. 
Schronienie i ochrona przed czynnikami zewnętrznymi. Zapewnia mi to skromna altanka oraz ubrania. Altanka jest skromnie urządzona. Jednak niczego mi w niej nie brakuje. Mam na czym spać. Mam możliwość przygotowania sobie jedzenia. Mam jak odpocząć. Mam stół. Jest piec. Domek jest w miarę ocieplony. Mam gdzie w nim schować zapasy jedzenia. Wszystkie najważniejsze elementy wyposażenia są. Jest tu dość komfortowo. Oczywiście to pojęcie względne. Jest światło. Ubrania mam. Po 2-3 sztuki każdego rodzaju. Koszula na krótki rękaw 3, spodnie 3, koszule na długi rękaw 2, kurtka "wiosenno - jesienna" jedna, kurtka zimowa jedna. No zimowa to się już nadaje tylko na warunki działkowe. Do ludzi się nie nadaje. 
To rzeczy niezbędne. Zapewniają minimum biologiczne. Dzięki takiemu skromnemu wyposażeniu odciąłem się od pożądania posiadania. Rzeczy są dla mnie narzędziami. Skoro nie potrzebuję kilku kilkunastu szpadli, to dlaczego miałbym posiadać kilka sztuk ubrań? Mam jeden komplet do ludzi. Nadający się do wyjść na miasto, do kościoła. Jeden komplet aktualnie używany. I jeden komplet schnący po praniu. Po co więcej? 
Udogodnienia. 
Mam prosty telefon. Mogę na nim czytać książki w wersji elektronicznej. Mogę coś sprawdzić w internecie. Mogę pisać bloga. Mogę robić zdjęcia. Być może z czasem kupię jakiś lepszy, z lepszymi trochę parametrami. Być może. Jednak na pewno nie będzie to coś z wyższej półki. Nie mam takiej potrzeby. 
Światło. No mam lampy naftowe i świeczki. Światło z ognia jest w mojej ocenie przyjemniejsze od sztucznego. Ten prymitywizm jest obecnie moim wyborem. Gdybym chciał mógłbym przecież pójść do pracy na kilka miesięcy i uzbierać sobie pieniądze. Mógłbym zrobić sobie jakiś prąd. Powiększyć wyposażenie. Kupić jakieś elektroniczne zabawki. Ale po co mi to? Radio mi wystarczy. Telefon mi wystarczy. Prądu mam tyle ile potrzeba. No musiałem w tej kwestii coś zmienić trochę, ale o tym w jednym z kolejnych wpisów. 
Czy się nudzę? Na początku, przez pierwszy rok lub dwa wieczorami się nudziłem. To fakt. Przyznaję. Zacząłem jednak zwyczajnie czytać książki. Sporo czytam. Nie mam ulubionego typu literatury. Był problem z dostępem do niej trochę. Ale już to sobie ogarnąłem. W telefonie (starym) dało się książki czytać. No jeśli miały obrazków sporo to telefon rady nie dawał. Ale sam tekst - radził sobie. Teraz jest jeszcze łatwiej. 
Czy takie życie to wegetacja? W żadnym wypadku. Wręcz przeciwnie. Żyję pełną gębą. Jednak trochę inaczej. Mam bogate życie wewnętrzne i duchowe. Mam czas. Ten czas mogę spożytkować dla innych. Od najbliższych sąsiadów żadnej zapłaty za pomoc nie biorę. Jestem tutaj raczej lubiany. 
Nie planuję "poprawy warunków życia". Cudzysłów celowy. Mam dokładnie to czego potrzebuję. Nie skupiam się na przedmiotach. Czy planuję powrót do cywilizacji? Nie wydaje mi się. Od 2007-2008 prowadzę taki tryb życia. Od 2009-2010 te skromne warunki stały się moją filozofią życia. Miałbym z tego zrezygnować? Moje zamieszkanie tutaj na działce jest w pełni tolerowane. Nie grozi mi więc eksmisja. Miałbym więc wrócić do super-konsumpcjonizmu? Miałbym pracować za dużo, by tracić czas, którego nie odzyskam? Miałbym wydawać pieniądze, których nie  mam (kredyty) by kupić rzeczy, które mi są nie potrzebne, aby przypodobać się ludziom, których nawet nie lubię? Wyścig byle więcej? Nie. Dziękuję. Ten świat pędzi za szybko. To nawet nie byłoby złe. Ale nie o prędkość chodzi a o kierunek. Ja wysiadłem z tego pędzącego zbyt szybko pendolino do nikąd. W naturze obowiązuje kultura niedoboru. Organizm ma za mało pożywienia, więc je zdobywa. Częściowy brak dóbr jest motorem rozwoju. Brak stymuluje do działania. Jak organizm ma wszystko zapewnione to się nie rozwija. Bo po co? To brak stymuluje do działania. To naturalne. Dzisiejszy świat w krajach rozwiniętych to kultura nadmiaru. Coś co w mojej ocenie jest zwyrodnieniem przeciw naturze. No nie mam tutaj jakiejś sielanki. Mam swoje małe problemy codzienne i niedogodności. Radzę sobie z nimi jednak. 

8 komentarzy:

  1. Proszę pisać w miarę chęci i możliwości. Jestem ogromnie ciekaw, mam nadzieję też że uda mi się kiedyś przesiąść z Pendolino do osobowego i zacząć się cieszyć życiem zamiast je gonić. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę pisać. Z założenia. Przynajmniej jeden rok życia tutaj zostanie w miarę sumiennie zrelacjonowany. Być może będę pisać dalej. Jednak rok znajdzie się tutaj na pewno. Idąc dalej tropem mojego porównania. Prędkość nie ma takiego znaczenia. Kierunek jest ważny. Wiem jedno. Szczęścia nie da się opierać na rzeczach i przyjemnościach. Tego jestem pewien. Szczęście leży w relacjach. Czy to z Bogiem (jakkolwiek Go pojmujemy), czy z ludźmi, czy z samym sobą. Cała reszta to tylko dodatki. Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  2. Kolejny świetny wpis, dający mocno do myślenia! Dodałem link do Twojego bloga również na swoim w dziale "polecane", bo ewidentnie warto Cię czytać Henryku! Podziwiam, że potrafiłeś wybrać taki styl życia i umiesz doceniać wszystko, co posiadasz. To na pewno niesamowite uczucie być prawie całkowicie niezależnym od pieniędzy, czy opinii innych ludzi. Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za słowa uznania. One motywują do dalszego pisania. Nie będę tego ukrywać. Cieszę się że moje przesłanie trafia do jakiejś grupy ludzi. Skoro wziąłem się za pisanie to cieszy mnie fakt że zaczynam mieć jakąś grupę Czytelników. No aż tak odłączony od zależności finansowych nie jestem. Pieniędzy potrzebuje. Aczkolwiek to inna skala potrzeb. Przejmowanie się opinią... Mogę się przejmować opinią osób mi w jakiś sposób bliskich lub osób od których w jakimś stopniu jestem zależny. Nie żyję na bezludnej wyspie. Zależy mi na dobrej opini wśród chociażby sąsiadów, w zarządzie działek... Oczywiście nie ma to nic wspólnego z pozorowaniem jakimś. Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  3. Henryk, cieszę się że znalazłem ten blog, muszę przyznać że Twoje życiowe zawirowania nie są mi obce...upadek na dno i powolne odzyskiwanie własnej tożsamości, od prawie 10 lat stoje już prosto, czego i Tobie życzę. Pisz bracie bo dobrze się czyta i czytelników przybywa :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za życzenia i miłe słowa. Będę pisać.Będę dzielić się różnymi aspektami swojej codzienności oraz doświadczeniem. Pozdrawiam

      Usuń
  4. bardzo mi po drodze z Twoimi poglądami i stylem życia , chętnie tu zaglądam. pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń