piątek, 18 stycznia 2019

Wnioski po przygodach z nawrotami alkoholowymi

W ostatnich wpisach wspominałem o swoich nawrotach alkoholowych, tutaj na działce. Jeden miałem w roku 2010 (link) , drugi w 2013 (link). Czy po takich przygodach można mieć jakieś wnioski? Oczywiście. Jest ich kilka. Najważniejszymi się z Państwem podzielę. 

A może nasadzić pora zamiast cebuli

Dosłownie ostatnio mnie natchnęło. Podczas spacerów na działkach . Kilku sąsiadów ma jeszcze por. Por...Bardzo dobre warzywo. W mojej ocenie spokojnie mogłoby cebulę zastąpić. Pora mi się udawała (lub por udawał). Nie miałem jednak tego warzywa zbyt dużo. Do stycznia starczało. Może czas to zmienić. Może warto obsadzić tym warzywem większą powierzchnię. I mieć cały rok prawie. A nawet te 300 roślinek posadzić. Warzywo to mi ogólnie smakuje. Nadaje się doskonale do zup, do surówek, do chleba. Doskonały, aczkolwiek łagodniejszy, zamiennik cebuli. Podejrzewam, że dość zbliżone wartości zdrowotne. I najważniejsze. To warzywo mi się udawało. Jedne były większe, inne mniejsze, ale ogólnie to udawało się. Warzywo dobrze zimujące (kwestia dobrania odmiany), więc odpada całkowicie problem przechowywania. Po prostu pozostawało by na grządkach. Zakładam, że zjedzenie codziennie jednego lub dwóch sztuk (zwłaszcza w okresie późna jesień - wiosna) dość dobrze zaspokoi potrzebę "cebulową". I coś mi się zdaje, że por (pora) było warzywem idealnie odpowiadającym na mój "cebulowy problem". Ja tą kwestię jeszcze przemyślę ale coś czuję, że to dobra koncepcja. Nasadzić tego warzywa sporo. Por i czosnek. Te warzywa jak na razie mnie nie zawiodły. Może właśnie one są odpowiedzią na zimowe witaminki.

czwartek, 17 stycznia 2019

Rzepak na okolicznym opuszczonym polu daje jeść

W okolicy jest pole, które teraz sprawia wrażenie ugoru. Przy cmentarzu. No kawałek jest by tam dojść. Rośnie tu miejscami rzepak i coś jeszcze z kapustnych, nie rozpoznaję gatunku. Ale kapustne. Jadalne. W sumie to siane tutaj pewnie. Może gorczyca. Przychodzę tutaj co kilka dni po jedzonko. To pole jakby opuszczone, przynajmniej obecnie sprawia takie wrażenie. Z resztą - w samo pole nie wchodzę. To zdjęcia z obrzeży pola, bardziej trawnika przy nim. 

 

Oba gatunki zbieram. Czasem na surowo zjem. Czasem jako element prostej zupy. Zupa rzepakowa ;-) . Kilka garści liści z rzepaku i czegoś tu takiego, kilka ziemniaków, trochę smalcu - i zupa jest. I jest przekąska na miejscu. O higienę nie ma co się martwić . Ostatnie dni to co chyła mżawka lub deszcz,  więc mycie jest tutaj na bieżąco :-) .

Pokrzywa miejscami nadaje się do lekkich zbiorów

Środek zimy. Jaka to zima widać na zdjęciach robionych podczas spacerów. Jeśli ujemna temperatura to chyba tylko w nocy. Wobec tych warunków to nawet wschodząca pokrzywa jakoś mnie nie dziwi. Ale dobra. Jest przekąska witaminowa. Coś doskonałego do posypania ziemniaków. Zjadam właśnie w tej formie. Jako świeża posypka zielona do drugiego dania. Nie gotuję. Niech w formie świeżej odda organizmowi to co ma najlepsze. Zbieram same liście. Wiem, ze mógłbym wykopać korzenie i je zjeść także. Jednak nie robię tego, skoro nie muszę. Jakoś szczególnie dużo pokrzywy w okolicy nie ma, więc nie chcę bez potrzeby niszczyć stanowisk. Ja i tak parę lat temu dość skutecznie ograniczyłem ich populację w okolicy (w niektórych miejscach) zjadając właśnie korzenie na przednówku. A po po tak powszechną roślinę nie chce mi się zbyt daleko chodzić. Wolę by na odpowiednim poziomie zachowała się jej liczebność w najbliższej okolicy.


Działki w drugiej połowe stycznia

Działki obecnie prezentują się jakby to była jesień lub wiosna wczesna. Zero śniegu, zero mrozu. Ale to są zdjęcia z ostatnich kilku dni. Robione podczas standardowych spacerów. 


Zachwyt nad zupami

Odkąd zacząłem tutaj gotować jestem ogólnie zachwycony wynalazkiem zupy. To dla mnie zadziwiające, w jaki sposób człowiek stworzył koncepcję zupy. Z małej ilości składników można zrobić posiłek. Posiłek ciepły, łatwo strawny, z garści składników... Ten zachwyt zaczął się od czasów ostatniego upadku, o którym wspominałem tutaj. 4 kg kaszy i ryżu, 2 kostki smalcu plus inne drobiazgi (przecier pomidorowy, kostka rosołowa, zbierane pokrzywy, korzenie podagrycznika) pozwoliły mi przetrwać ponad 2 miesiące (połowa marca, kwiecień, maj) - a to właśnie dzięki zupom. Oczywiście. To nie były sycące posiłki. Ale pozwoliły nie być aż tak głodnym. Dawały minimalnie pełny żołądek i były ciepłe. I lekko strawne, co po alkoholowym niszczeniu żołądka było w sam raz. Pół kubeczka kaszy lub ryżu mogły wtedy stanowić pożywienie na cały dzień. Wiadomo - nie dostarczały odpowiedniej ilości kalorii i takie tam. Ale napełniły żołądek, pozwalały nie czuć aż tak głodu. W sumie w miarę się najadałem. Na pewno ciut schudłem, ale to żadna tragedia, w sumie rodzaj diety odchudzająco oczyszczającej. 

Moje okolice w drugiej połowie stycznia

Wpis pozostawiam bez zbędnych komentarzy. Taki tylko jeden. Teoretycznie połowa stycznia to zima. Zgadza się? No to gdzie :-) ? Bo ja to bazie co chwila znajduje :-).


Zbiory wody użytkowej z okolicy

Wodę ogólnie dzielę na pitną oraz użytkową. Woda użytkowa to wszelką woda, której nie używam do potraw i napojów. Z reguły więc jest to woda uywana do celów higienicznych. Pranie, mycie się, mycie naczyń, podłóg... I tutaj taki mały paradoks. Najwięcej gromadzę wody pitnej, użytkowej mniej. Użytkową więc uzupełniam sobie przy każdej możliwej okazji. Czy to zimą, czy jesienią, czy wiosną. Gdy tylko jest okazja pozyskać wodę użytkową to pozyskuję. Skąd? Ano właśnie z takich miejsc. 

Wrócę do uprawy jarmużu

Kilka lat temu uprawiałem w każdym roku  jarmuż. I nawet już próbowałem z niego pozyskać nasiona. Niestety pozyskiwanie nasion mi się nie udawało. Jakoś dwa lata temu się wkurzyłem przez to i przestałem to warzywo uprawiać. A głupio jakoś stwierdziłem, że skoro nasiona z tego mi nie wychodzą, to po co mi takie uprawy. I to był chyba błąd z mojej strony.


środa, 16 stycznia 2019

2013 - ciężki przednówek po kolejnej alkoholowej wpadce

Ten upadek zapamiętałem szczególnie. Ten był dla mnie psychicznie najgorszy. Czemu? Bo już miałem wytyczoną nową drogę życia. Już sukcesy. Już działkę zacząłem ogarniać. Już zacząłem nawet wtedy do czytelni chodzić, dokształcać się. No dosłownie - rozpoczęte nowe życie. Bez długów. Już z jakimiś działkowymi sukcesami. Znaczy to były sukcesy na tyle, że w sezonie miałem co jeść. A na zimę miałem jedynie ziemniaki (nie na całą ale trochę już było w zapasie). Resztę zimą musiałem dokupować ale już miałem pierwsze sukcesy. Już wtedy zacząłem żyć koncepcją samowystarczalności. Zacząłem wstępnie ogarniać kwestię jakiś zapasów. No po prostu pierwsze sukcesy. Wtedy też zbierałem wszelkie przydasia. Ot taki miałem etap. Nic szczególnego. Samotność wcale mi wtedy nie przeszkadzała. Po co mi drugi człowiek. Doskonale sobie tutaj radzę. Myttingi? A na co mi? Przecież nie piję. No chodziłem na myttingi. Raz na jakiś czas. 

Zima 2010 - powrót świętującego pijaczka do domu

Pisałem o tym w tym wpisie, etap 4. Tam napisałem "To była jesień 2010. Długi miałem pospłacane. Poupewniałem się czy wszystko i wszędzie już jest na zero. Umowa mi się kończyła. Postanowiłem jej nie przedłużać. Byłem realnie przemęczony. Wtedy jakoś postanowiłem żyć tutaj głównie z plonów z działki. Miałem też jakieś oszczędności. I wiecie co? Wtedy stwierdziłem, że skoro już ponad rok nie piję, to znaczy, że ja żadnym alkoholikiem nie jestem. Długi spłacone, koncepcja nowego życia w planach. Co szkodzi poświętować? I co? Zapiłem. Długo... Oszczędności się rozpływały. Przeraziłem się, gdy obudziłem się w śniegu w rowie. Jakoś doszedłem do domku. Wylałem alkohol, posprzątałem. Jakoś doszedłem do siebie."

Teraz ciut więcej szczegółów. Ile oszczędności? Ponad 2 tysiące złotych. Tak. Tyle można przepić w warunkach działkowych. Tyle mnie kosztowało moje świętowanie. Straciłem nie tylko  2 tysiące. Straciłem coś więcej. Wtedy - ponad rok pracy nad sobą. I straciłem do siebie wszelki szacunek na jakiś czas. I dopiero co odzyskane zdrowie. Wróciłem z rowu przydrożnego, w którym nie mam pojęcia jak się znalazłem. Gdzie lazłem i po jaką cholerę? Nie napisze, bo naprawdę nie wiem. Nie pamiętam. Przemoknięty, zmarznięty wróciłem do domu. Warunki bardzo podobne, jak przedstawione w tym wpisie (drugie i trzecie zdjęcie). Do tego brak jakiegoś sensownego jedzenia. Znaczy, coś tam było, ale nie można było tego nazwać zapasami. Na szczęście miałem już wtedy pierwsze jakieś tam sukcesy w malutkich uprawach. Był czosnek. Miałem własny czosnek. Miałem resztki kasy. Dosłownie resztki. Może 20 może 30 zł. I świadomość. Nie mam jedzenia na dłuższy czas, nie mam zbytnio leków. I objawy ostrego zapalenia płuc. Brudny, śmierdzący. Typowy menel. Nie ma co owijać w bawełnę. W takim stanie wróciłem do domu. Ostro przeziębiony, kaszel z krwią (a może mi się zdawało i krew była z czego innego). Wtedy realnie się przeraziłem. Pierwsze co? Grzane wino i czosnek. Zasnąłem i było mi ciepło. Obudziłem się z jeszcze gorszym samopoczuciem. 

Wtedy wylałem cały alkohol. Resztami sił spróbowałem się jakoś umyć, przebrać w cokolwiek świeższego i do lekarza. Akurat na pogotowie przy ulicy Kołłątaja wtedy. Tam wtedy mnie przyjęli pomimo braku ubezpieczenia. Dostałem receptę na antybiotyk. Niestety z pełną odpłatnością. Więc całości nie wykupiłem, tylko na 2 dni. Za resztę jakieś jedzenie i witaminę C. Jedzenie... Kilka paczek makaronu i keczup. Stwierdziłem, że ugotowany makaron z keczupem musi mi wystarczyć. Jakoś po miesiącu doszedłem do siebie.I tak jak w kiepskim kawale. Posprzedawałem puszki i miałem kasę. Tak. Dosłownie. Za sprzedane puszki mogłem sobie kupić jeszcze jedzenie jakieś i przetrwać do wiosny. 

Ale to nie było moje najcięższe "zapicie" tutaj. Zwykły nawrót. Gorszy miałem w 2013 roku. Na szczęście to był mój ostatni (jak na razie) alkoholowy upadek.

Wiosna 2007 - jakoś się tu ogarnąłem

Postanowiłem podzielić się z Państwem niektórymi swoimi wspomnieniami. Część z nich będzie dotyczyć mojego życia na działce, część zahaczy o wcześniejsze życie. Przeglądam swoje zdjęcia na "chomiku" (to taka moja kopia bezpieczeństwa). Robię na nim porządki, polegające głównie na kasowaniu. I wzięło mnie na wspomnienia. Postanowiłem niektórymi się podzielić. Sporo o tym napisałem tutaj i zapewne część tego, co napiszę w znacznej mierze będzie rozwinięciem linkowanego wpisu. 

Rok 2007. Wtedy podjąłem pracę i walkę z nałogiem. Działkowania było niewiele. W jakich warunkach wtedy mieszkałem - pokazują zdjęcia.


Pierwsze zdjęcia przed ociepleniem. Łóżko wywaliłem. Nadawało się tylko na śmietnik. Kupiłem jakieś składane, trochę ociepliłem. Na wełnę ociepleniową były pieniądze. Na obicie już od wewnątrz - szkoda było. Agrotkaniną musiała wystarczyć. Swoją rolę spełniało, działało, więc nic nie poprawiałem. 

niedziela, 13 stycznia 2019

Decyzja podjęta - płodozmian to trójpolówka ze zbożem

Kilkukrotnie zastanawiałem się nad systemem upraw u mnie. Dotychczasowy system opierał się na tym, że miałem 4 główne poletka uprawne. Więc dane warzywo ( z danej rodziny) jest na tym samym miejscu co 4 lata. Pisałem o tym tutaj.Zastanawiałem się nad nowym systemem. Pod uwagę brałem "dwupolówkę", czyli w plonie głównym działka podzielona na 2 w miarę równe obszary upraw. Wspominałem o tym tutaj. Brałem jeszcze pod uwagę "trójpolówkę", o której pisałem tutaj. Aby zdecydować który z systemów wprowadzić, ważny był zakładany plon ziemniaków, czyli głównego i najważniejszego warzywa. Podstawy wyżywienia. 

Test ogrzewania węglem - początek eksperymentu - modyfikowany

Miałem całe 4 worki węgla. Postanowiłem zrobić sobie eksperyment właśnie teraz. O swoim eksperymencie, o jego planach już pisałem tutaj. Do jego przeprowadzenia musiałbym cały sezon grzewczy, cały rok ogrzewać jedynie węglem a drewno traktować jako rozpałkę. Do celu tego eksperymentu potrzebowałbym jednak zapewne sporo gotówki. W końcu musiałbym mieć i wydać pieniądze na węgiel. I to węgiel raczej w workach, bo jakoś nie wyobrażam sobie by ktoś zrzucił mi pod bramą działkową tony węgla a ja później miałbym to taczką przenosić nie wiadomo gdzie. Ale to by była kwestia do ogarnięcia. W końcu węgiel luzem jest tańszy od węgla pakowanego w worki.
Postanowiłem zrobić test już teraz inaczej , tym czym teraz dysponuję. A dysponuję 4 całymi workami węgla i trochę. Dzisiaj więc rozpaliłem węglem. Będę palić tak by było ciepło,  głównie węglem.

Oj mrozy wielkie tej zimy panocku

W sumie to ja to zostawiam bez zbędnych komentarzy. Zdjęcia miał części mojego ogrodu. Wczoraj i dzisiaj. Tylko czekać kiedy w styczniu rozpocznie się pewno upraw. W poprzednim roku było podobnie. Dopiero w lutym chyba jakoś na dwa tygodnie mróz realnie chwycił.


Zakwas na żur - niepowodzenie

Kilka dni temu nastawiłem zakwas na żur. Był w ciepłym miejscu. Zapach był ładny. Nic nie wskazywało na niepowodzenie. Mieszałem codziennie, nawet kilka razy dziennie. I cieszyłem się jak głupi. Będę miał własny zakwas. Będę miał w stu prezentach własny żurek. Naprawdę się cieszyłem.


Uprawa doniczkowa - dzień po dniu

Kilka dni temu nastawiłem uprawę w doniczce. Robiłem zdjęcia każdego dnia, by pokazać jak sobie rośnie dzień po dniu. No tutaj wszystko idzie jak należy. Przy okazji. Jeden z Czytelników doradzał mi, by robić mniejsze odstępy między cebulami na szczypior. Od razu piszę. Te odstępy są celowe. Między cebulami coś rośnie, jak widać.


piątek, 11 stycznia 2019

Działkowy celibat i samotność

Czy jestem szczęśliwy? Czy czuję się spełniony? Czy zrealizowałem jakieś swoje marzenia? Czy chciałbym zmian w swoim życiu? I (chyba najważniejsze pytanie) - czy chciałbym mieć możliwość założenia rodziny? Czy chcę pozostać na tej działce samotny do końca swojego życia? Czy chciałbym swoje życie zmienić?

czwartek, 10 stycznia 2019

Symulacja starości - plan eksperymentu

Na razie jestem w miarę w pełni sił i cieszę się względnie dobrym zdrowiem. Tak jednak wiecznie nie będzie. Nadejdzie starość, nadejdzie też czas odejścia z tego świata. Swojej śmierci przewidzieć nie jestem w stanie. Może za chwilę coś się stać a może i dane mi będzie umrzeć ze starości w sędziwym wieku. Chociaż nie wiem co bym wolał. Nie do mnie jednak należy ta decyzja. Co może mnie czekać na starość, co jestem w stanie przewidzieć. Przede wszystkim - ogólny już brak sił. Wiadomo - człek stary to człek słaby. Ze wszystkimi tego konsekwencjami. 

środa, 9 stycznia 2019

Na owsiankę mnie napadło

Dzisiaj praktycznie z domu się nie ruszyłem nigdzie. Cały dzień czytałem. Z przerwami na jedzenie, podkładanie do pieca i pisanie. A skoro cały dzień siedzenie w domu to i podjadanie co chwila. Cokolwiek. W sumie nawet nie było co. Pół słoika miodu zeżarłem :-). Przy okazji opublikowania ostatniego wpisu o kulinarnym minimalizmie Czytelnik Tomasz, autor bardzo inspirującego bloga szczęśliwy minimalista, wspomniał w komentarzu o swojej przekąsce. Płatki owsiane z dodatkami. Zawsze jakoś byłem przekonany, że płatki tego typu to się tylko na mleku robi. I aż wstyd się przyznać :-). Taka mnie jakaś potężna ochota na taką przekąskę wzięła. Najpierw zrobiłem sobie "gorący kubek ". 


Kulinarna prostota, kulinarny minimalizm, czy lenistwo :-) ?

Teoretycznie lenistwa nie powinno mi się zarzucać. Teoretycznie. A może jest inaczej? Prostotę i minimalizm (a może właśnie lenistwo ) widać w mojej kuchni. A ścisłej przy przygotowywaniu potraw codziennych. Dominują proste w wykonaniu potrawy, do przygotowywania których nie potrzeba zbyt wiele czasu. Dominują potrawy typowo jedno garnkowe, bardzo często proste zupy. Żadne wymyślne potrawy.


Nastawienie żuru - pierwszy raz ;-)

Wczoraj rano, postanowiłem nakisić sobie żuru żytniego. Już próbowałem jesienią. Nie wyszło. Zgnił i spleśniał. Pojęcia nie mam dlaczego tak się stało. Może zbyt niestabilna temperatura. Nie paliłem wtedy w piecu regularnie. Postanowiłem spróbować jeszcze raz. W końcu taki prosty żurek, czy to zalewajka, to dość tania zupa. Cóż do niej trzeba? Ziemniaki, ukiszony żur, jakaś kość (zastąpię smalcem) i przyprawy. W sam raz. Swój kamionkowy garnek dokładnie wyszorowałem, wygotowałem. 


wtorek, 8 stycznia 2019

Zamierzam dobrze nauczyć się ogrodnictwa i roślin - nowe książki

W ostatnich wpisach wspominałem o zakupie atlasu grzybów (link) oraz o zakupie książek (link). No cóż. Mam plan na 2019 i kolejne lata - wzbogacenie wiedzy (link). Trochę literatury miałem już zgromadzone. 


Wydawać by się mogło - i tyle mi starczy. Przecież wszystko jest w internecie. Jednak książka to książka. No tak, ale można sobie pobrać książki elektroniczne i z nich korzystać. Przecież mam czytnik (link), z którego korzysta mi się dość wygodnie. Niestety czytnik ten ma swoje wady. Jest czarno biały i ciężko się na nim wyszukuje konkretne książki, a manewrowanie pomiędzy książkami, by w jednej coś znaleźć to już nauka cierpliwości. Poza tym. Książka to książka. Do poczytania - czytnik idealny. Do wertowania książek i nauki - chcę mieć książki w fizycznej formie. 

Mini uprawa w doniczce

Wspominałem już, że wezmę się za posadzenie czegoś w doniczce w domu. Miałem się tym zająć na dniach. Jednak wziąłem się za to już dzisiaj. Tak od razu, na spontana.Doniczka była, ziemia ogrodowa także... Na co więc czekać? Na dniach przy okazji jakiś zakupów najwyżej dokupię cebuli na szczypior.


Zbiory wszelkich znanych mi gałązek do picia to nadal moje codzienne zbiory

Codziennie zbieram gałązki do picia. Czy to pędy malin, czy brzozy, czy (tak jak widać tu na zdjęciu) bzu czarnego, czy jabłoni, czy jeżyn... To już w sumie kilka lat temu weszło do swoistego zimowego rytuału. Codziennie wypić jakąś gałąź ;-) . Powoli, gdy zapasy różnorodnych warzyw się kończą a w skrzyniach pozostają jedynie ziemniaki i słoiki - to dobra odmiana smakowa. 


Okoliczne głogi i różne już wyjedzone

Głogi i róże rozpoznaję. Traktuję je jako zimowe owoce. Podczas wyjść na zewnątrz zawsze kilka zjem. Taka mała garść. To wiadomo, że przez zimę poprzez wyjadanie takimi małymi garściami się wyje wszystko w okolicy. No u mnie już praktycznie wyjedzone. Resztki na kilka wyjść zostało może. Znaczy dalej to jeszcze rosną. Ale zbyt daleko po takie "zbiory" to wychodzić mi się nie chce. 


Osłoniete miejsca nadal dają zieleninkę

W takich oto osłoniętych od śniegu miejscach codziennie zbieram porcję zielonego do posiłków. Wiele nie zbieram. Nigdy nie zbieram wszystkiego co dostępne. Trzeba oszczędzać, nawet takie stanowiska. Dzięki takiemu postępowaniu w największe mrozy i śniegi mam codziennie garstkę zielonego świeżego do posiłku. Wiadomo. Nie ma to nic wspólnego ze zdobywaniem pożywienia. To raczej mizerna suplementacja diety.


Okolice w styczniu pokryte lekkim sniegiem

Okolice także pokryte lekkim śniegiem. Leciutkim. Tyle co przykryło. Daleko tym terenom do zaśnieżenia. Ogólnie to śnieg plus błoto. Ale cóż...Narzekanie publiczne na pogodę nie ma chyba zbytniego sensu. 


Działki w styczniu - pokryte lekkim śniegiem

Na Trochę śniegu padało. Trochę. Naprawdę niewiele. Śnieg plus dodatnia temperatura. Nie mam termometru, ale woda na zewnątrz zamarznięta nie jest. Więc wiem, że dodatnia. Tak teraz prezentują się działki. Jest lekka pokrywa śnieżna, ale lekka. Zdjęcia z ostatnich kilku dni.


Odkrycie - solarek trzeba odśnieżać ;-)

Jakieś kilka dni temu odkryłem, że akumulator mam rozładowany. Zdziwiło mnie to. W końcu nie używałem światła więcej niż zwykle. Nie mam żadnych mierników elektrycznych, by sprawdzić co się działo. Z resztą nawet gdybym miał, nie umiałbym chyba zbytnio ich użyć. 


poniedziałek, 7 stycznia 2019

Niedzielne wyjścia na cmentarz już mi weszły na dobre w krew

Niedziela to msza i cmentarz. I o ile wcześniej sam cmentarz jakoś zbyt oczywisty nie był, to teraz wizyty na cmentarzu w niedzielę stały się moja formą modlitw niedzielnej. Spędzam więc tutaj godzinę lub dłużej. 


Zbiory parafiny już mizerne

O swojej akcji znicz już pisałem. Polegała ona na zbieraniu parafiny ze zniczy na cmentarzu i wytapiania własnych świec. Jeszcze w poprzednich latach ograniczałem się jedynie do świat listopadowych przy tej akcji. Wiadomo, wtedy najwięcej zniczy ląduje w śmietnikach. W tym roku postanowiłem zwyczajnie przy okazji każdego niedzielnego wyjścia na cmentarz zbierać. I tak co niedziela jestem na cmentarzu. Przy okazji odzyskuję odpad na coś co dla mnie daje korzyść. Oczywiste jest niestety, że obecne zbiory są nieporównywalnie mniejsze niż te w listopadzie. 


niedziela, 6 stycznia 2019

Dlaczego unikam zakupów przez internet

Staram się raczej unikać zakupów przez internet. Jest kilka powodów. Przede wszystkim nie mam zbytnio możliwości obejrzenia określonego produktu przed zakupem. Tak...Wiem, że przysługuję mi w większości przypadków 14 dniowy termin zwrotu konsumenckiego. Jednak w większości wolę zwyczajnie produkt przed zakupem obejrzeć. Zakupy przez internet są może i łatwe. Jednak niekoniecznie dla mnie. By zakup doszedł do skutku, to muszę dwa razy do Słupska iść. Raz, po to by zapłacić na poczcie lub w placówce banku. Drugi raz, by odebrać przesyłkę, jeśli wybiorę paczkomaty. No jest oczywiście przesyłka kurierska. Jednak jest to też czasem problem. Nie mam adresu tutaj. Działka nie ma adresu. Mogę dawać adres typu "skrzyżowanie ulic X Y". I takie dawałem. 


Drobne zniszczenia po styczniowych wichurach

Ostatnio Znajomy spytał mnie, czy wiatry dały mi się we znaki. Oj bo wiało i to znacznie przez 2- 3 dni niedawno. No w tym roku w sumie nic poważnie się nie uszkodziło. Tunel foliowy można uznać za cały. Jakieś tam minimalne zniszczenia były, jednak nie oszukujmy się. Żadna strata. 


Etat czy łapanie fuch? Moje rozterki. Wady i zalety łapania fuch

W poprzednim wpisie zostawiłem wady i zalety podjęcia pracy na etacie. W tym wpisie postaram się opisać zalety i wady karania fuch w okolicznych działkach. Oczywiście to w pełni subiektywne podejście. Mam już jednak jakieś tam rozeznanie. W końcu w poprzednim roku już takie zlecenia podejmowałem. I na etacie też pracowałem. Także mam jakieś tam porównanie.

Etat czy łapanie fuch? Moje rozterki. Wady i zalety etatu

Od czasu gdy podjąłem postanowienie wieloletniego zarabiania na "emeryturę", zastanawiam się czasami, czy zwyczajnie na jakiś czas nie zatrudnić się gdzieś. Na normalnym etacie, umowie o pracę. Mam swoje argumenty za i przeciw zarówno przy etacie jak i przy łapaniu fuch. Co prawda już pod koniec grudnia wywiesiłem kilka ogłoszeń na działkach i nawet ostatnio już jedna drobna fucha mi wpadła, to wątpliwości czasem mam. Oczywiście rozpoczęcie poszukiwań pracy na etacie nie jest równoznaczne z jej znalezieniem. Wychodzę jednak z założenia, że kto szuka ten znajduje. Obrałem sobie cel. Zarobić kilkanaście kilkadziesiąt tysięcy jako forma zabezpieczenia przyszłości. Plan na kilka ładnych lat. Na etacie cel osiągnąłby o wiele szybciej niż na okazjonalnym łapaniu fuch. Jednak praca na etacie bardzo by zmieniła mój styl życia, który tak bardzo mi odpowiada.

piątek, 4 stycznia 2019

Zakup książek

Wspominałem w ostatnim wpisie o swoich planach na 2019. Wczoraj poszedłem do Słupska. Zamierzałem kupić jakieś książki, właśnie na temat roślin. Chodziło mi przede wszystkim a jakieś atlasy roślin, dzięki którym mógłbym je sobie w terenie rozpoznawać. No jest co prawda allegro, nawet trochę przeglądałem. Same książki tanie. Ale przesyłka... List spoko. Nawet tanio. Ale kurier to było często 15 zł. I to do każdej książki, bo w różnych miejscach były. Wolałem więc pójść do jakiejś księgarni lub antykwariatu. Można obejrzeć, ocenić. Dla mnie to o wiele wygodniejsza forma. No i wczoraj poszedłem. 


Noworoczne plany na 2019

Wiele osób pewnie robi sobie noworoczne postanowienia. Ja co prawda zbytniej wagi do Nowego Roku nie przywiązuję. Nie robię w związku z tym wydarzeniem jakiś szczególnych postanowień. Jednak jakieś tam plany mam. 

Najważniejszy plan. Dalej utrzymywać trzeźwość i swoją ascezę. To pierwsze i najważniejsze. Bez tego cała reszta nie ma sensu. Trzeźwość moim gwarantem życia i już. To najważniejszy plan. Rozbity wg programu 24 godziny. 

środa, 2 stycznia 2019

Okolice na początku stycznia 2019

Na działkach wygląd późnej jesieni. Poza działkami - podobnie. Zero śniegu. Nawet ostatnie dni temperatura bliżej dodatniej niż ujemnej. Dopiero wczoraj zimniejszy wiatr po południu i jakby mroźny. Wiatr tutaj to osobna historia. Nie lubię go z jednej strony. Zawsze taki lekki strach, by coś się u mnie nie uszkodziło. Czasem podczas rozpalania w taki wiatr mam cofnięcie się dymu. Na szczęście z reguły, gdy już rozpali to cug chwyci i problemu już nie mam. No kilka razy w roku mam niespodzianki typu, że faktycznie palić się nie da. W tym roku jeszcze na szczęście takiej sytuacji nie miałem. A co robię, gdy z powodu wichury palić się nie da? Cóż. Gorąca herbata (woda gotowana na zewnątrz), butelki z ciepłą/gorąca wodą w koce i pościel i jakoś przetrwać. Zalety wichur dla mnie. Są. Zawsze w okolicy jakieś większe konary się łamią. Dla mnie to drewno. No nic. Tak teraz (wczoraj jeśli chodzi o ścisłość) wygląda moja najbliższa okolica. Ładna jesień, no nie. 


wtorek, 1 stycznia 2019

Podsumowanie roku 2018 - tryb życia - rok przełomowy czy rok eksperymentu?

W tym roku sporo się u mnie pozmieniało. Z zewnętrznych przejawów to głównie wyposażenie. Ale to tylko zewnętrzne przejawy. Czy rok ten po czasie uznam jako rok przełomowy, czy raczej forma eksperymentu? Sprawdzenia czegoś?  Może po kolei. Jakie to zmiany? I które u mnie zostają a z których rezygnuję?

Mam prąd. Niewiele, ale jest. Mam dzięki temu łatwe i tanie oświetlenie. Co prawda korzystam nadal z lamp naftowych, świec. Jednak to już dla przyjemności a nie z konieczności. Czy to jakoś znacznie zmieniło mój tryb życia? Niezupełnie. Zakładając, że instalacja będzie ileś tam lat sprawna, jest to u mnie typowe ciebie kosztów. Nadal używam światła na ogień. Jednak to już naprawdę dla osobistej przyjemności. Mogę jedynie żałować, że tą zmianą nie zainteresowałem się kilka lat temu, tylko męczyłem się z kampani naftowymi. I jak mnie było stać, kupowałem naftę, a gdy finanse miałem gorsze to olej napędowy. Także oświetlenie elektryczne sobie zostawiam.

Ulice miasta 1 stycznia praktycznie puste

Dzisiaj na mszę postanowiłem pójść sobie na godzinę 11.30. Akurat wstałem około godziny 9. Późno jak na mnie. Nawet zbytnio nie rozpalałem. Tyle tylko by herbatę sobie zrobić. Jakoś po 10 wyszedłem. Po mszy od razu powrót do domu. Nie sądziłem, że ulice będą puste do tego stopnia. 

Noworoczny (2019)spacer po działkach

Tak... Noworoczny. Standardowy spacer. Jeden z codziennych elementów życia tutaj. Niestety. Zima się obraziła i nie została. Pogoda praktycznie jesienna, taka z późnej jesieni. Pogoda której nie lubię. Chlapa, ciapa, zero śniegu, a przyroda śpi. Przyznam szczerze, że piękne śnieżne zimy to ja chyba z dzieciństwa pamiętam. Jakoś tak mi się kojarzy. Z jednej strony takie zimy są łatwiejsze, ponieważ paleniem nie trzeba się tak przejmować. Poważnie. Bywają dni, kiedy po przyjściu do domu wieczorem skądś tam czasem nie chce mi się w piecu rozpalać i jakoś szczególnie się z tego tytułu nie cierpi . Tym bardziej nie ma potrzeby by jakoś szczególnie na noc piec zakładać drewnem. Tereny na zewnątrz. Też wyglądają jakby się je jesienią późną oglądało. Z reszta sami Państwo zobaczcie.


poniedziałek, 31 grudnia 2018

Podsumowanie roku 2018 - część 3 - zbieractwo poza działką

Zbieractwo poza działką wszelkich ziół, roślin jadalnych, owoców to istotny element mojego trybu życia. Nie czuję się żadnym się żadnym specjalistą z zakresu stosowania dzikich roślin. Cały czas się uczę. Jakieś tam podstawowe gatunki jednak znam. Wiosną zbieractwo jest u mnie bardzo istotne. Wczesna wiosna w końcu to dopiero czas wysiewu niektórych warzyw a wśród dzikich roślin już coś można znaleźć.

niedziela, 30 grudnia 2018

Raport finansowy z miesiąca grudzień 2018

Co prawda grudzień jeszcze się nie skończył. Jednak dzisiaj przy okazji wyjścia na mszę zrobiłem sobie podstawowe zakupy. W tym miesiącu już do sklepów nie planuję wychodzić, więc mogę już sobie pozwolić na spisanie i publikację. 

Raport finansowy z miesiąca listopad 2018

Trochę opóźniony, ale zapomniałem przepisać ;-) . 
Saldo na początku miesiąca 
- bank 1006 zł,
- gotówka 81 zł.

piątek, 28 grudnia 2018

Moje plany na Sylwestra

Cóż. Przyznam szczerze, że nigdy jakoś Sylwestra nie lubiłem. Odbierałem go jako taki społeczny przymus dobrego bawienia się. No przynajmniej wśród moich znajomych (kiedyś) i wśród ludzi z którymi się spotykałem. No jest Sylwester, więc trzeba się bawić. No chyba, że ktoś ma małe dzieci, to jest usprawiedliwiony. Ale można dzieci podrzucić babci, cioci, wujkowi, listonoszowi, wróżce... Trzeba się bawić.


Czy u mnie coś się marnuje?

W jednym z ostatnich wpisów Czytelniczka zadała mi w komentarzu pytanie, czy coś się u mnie marnuje. Najlepiej byłoby odpowiedzieć tak lub nie. Niestety nie jest to takie proste. Staram się, by nic nie marnować. Obrany tryb życia w jakimś stopniu wymusza oszczędne gospodarowanie dobrami. Skupię się w tym wpisie głównie na żywności, aczkolwiek zahaczę o inne "zasoby". Zakładam, że Czytelniczce głównie o żywność chodziło. Mógłbym odpowiedzieć w komentarzu. Jednak po zastanowieniu uznałem, że odpowiedź w postaci osobnego wpisu będzie lepsza, z uwagi na długość tekstu. Poza tym kwestia też techniczna. Wpis mogę edytować, komentarze już nie. Albo ja nie umiem. Mniejsza z tym. Sedno sprawy.

Leśna wędrówka w drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia

W drugi dzień świąt postanowiłem się przejeść trochę dalej do lasu, po drugiej stronie miasta... Tak trochę dalej. Jakoś mnie tak napadło, na zmianę scenerii. Warto było ;-). Aczkolwiek po takim długim marszu to byłem padnięty. Do domu wróciłem grubo po zmroku. Nawet już mi się nie chciało w piecu rozpalać. Nie ma teraz ujemnych temperatur, więc nic to nie zaszkodziło. W nocy się obudziłem - o dziwo nie z zimna i wtedy sobie rozpaliłem. Mniejsza z tym. To była świetna wędróweczka. 


czwartek, 27 grudnia 2018

Podsumowanie sezonu 2018 - część 2 - co się udało a co nie

Kolejna część podsumowania sezonu 2018, kontynuacja wpisu o podobnych założeniach. Postaram się tutaj napisać, co mi się na działce udało, co nie. Z czego jestem zadowolony, z czego trochę mniej. Oczywiste w końcu jest , że nie wszystko zawsze się udaje.

Z czego jestem zadowolony, co mi się udało. Ograniczam się jedynie do upraw działkowych. 

Ziemniaki. Tutaj plon w tym roku był zbliżony do lat ubiegłych. Zebrałem w sumie niecałe 11 skrzynek. Ziemniaki to tutaj dla mnie jedno z warzyw kluczowych. Najważniejsze. To w końcu podstawa mojego wyżywienia. Ogólnie jestem z tegorocznych zbiorów zadowolony. Pomimo, że nie rosły na oborniku - udały się. No z ziemniakami podczas sadzenia to ja się trochę bawię. Do dołka na ziemniak idzie ziemia kompostowa, trochę popiołu, trochę świeżej masy zielonej, potem je ściółkuję...To wszystko ma na celu zapewnienia im jak najlepszych warunków. I jak na razie - nie zawiodło mnie to. No w przyszłym roku to już na oborniku będą rosły . 

niedziela, 23 grudnia 2018

Moje prywatne święta

Prywatne święta to chociażby urodziny, imieniny, może jakieś rocznice małżeńskie. Czyli takie nie związane z oficjalnymi świętami. Wiadomo o co chodzi. W sumie ja już urodzin nie obchodzę. Nie przywiązuje do nich wagi teraz. Mam jednak swoje prywatne święta, które wiążą się z ważnymi dla mnie osobiście wydarzeniami. Kogoś może zdziwią takie święta , ale co mi tam. One są ważne dla mnie. Ich daty są symbolicznie ustalone. W końcu z datą Bożego Narodzenia zrobiono podobnie. Te święta upamiętniają najważniejsze dla mnie wydarzenia z mojego życia, głównie właśnie z życia działkowego. Kolejność akurat zbytniego znaczenia nie ma.

Moje plany na święta

Kilka dni temu byłem w Słupsku. Musiałem dać do krawcowej kurtkę do naprawy. Na ulicach, głównie w okolicach Manhatanu widać przedświąteczną gorączkę zakupów. Wiadomo nie dziwi mnie to.


sobota, 22 grudnia 2018

Udawane zimowe grzybobranie

W ostatni wtorek przy okazji pobytu w mieście z okazji rekolekcji wpadłem do sklepu Podkowa na podstawowe zakupy. Pomimo, że staram się być odporny na promocje i wszelkie przeceny to tamtejsza oferta przecenionych pieczarek mnie skusiła. Mają tam czasem znacznie przeceniony towar już niezbyt dobrze wyglądający.

piątek, 21 grudnia 2018

Etapy mojego życia na działce

Postanowiłem trochę opisać swój przebieg mieszkania na działce. Troszkę już o różnych sprawach z tym związanych wspominałem w różnych wpisach. Postanowiłem jednak w jednym wpisie zebrać to do kupy oraz przedstawić Państwu, jak kształtował się mój pobyt na działce od chwili wprowadzenia się do czasów obecnych. Śmiało można w nim wyróżnić rożne etapy. Tam gdzie się dało postarałem się określić ramy czasowe.

czwartek, 20 grudnia 2018

Fajnie byłoby hodować "kaszę" na działce

Bardzo lubię potrawy z kasz. Różnorodne. Czy to gryczana, czy jęczmienna, czy kukurydziana... Smakują mi po prostu. Bardzo bym chciał mieć hodowlę zbóż na kasze u siebie. Jednak czy jest tego sens? Tego nie wiem. Żaden działkowicz w okolicy nie hoduje zboża. No chyba, że jako poplon. Jak na razie kasze kupuję.


A może warto to zmienić. Czytałem sobie o średnich wydajnościach różnych zbóż z hektara i policzyłem sobie parę rzeczy.

wtorek, 18 grudnia 2018

Moja działeczka w drugiej połowie grudnia pokryta śniegiem

Tak prezentuje się obecnie moja działeczka. Śnieg ją ładnie przykrył. W tunelu foliowym zdecydowanie cieplej. W końcu w tunelu wychodzi przewód kominowy i ociepla minimalnie prawie cały dzień. 


Moja zimowa herbatka na podziębienie

Co prawda już udało mi się przeziębienie zaleczyć, jednak co kilka dni jakbym miał resztki podziębienia w sobie. Zacząłem więc sobie popijać herbatkę na podziębienie. Skład - gałązki sosnowe, gałązki bzu czarnego, gałązki brzozowe. Taką herbatkę też piję na ogólną odporność. Niezbyt często jednak. Gdy nie ma potrzeby to powiedzmy 1-2 razy w tygodniu. Główny smak tej herbatce (wywarowi) nadaje sosna. Nazbierałem sobie wczoraj i dzisiaj to co potrzebne.


Okolice pokrytę lekkim sniegiem w drugiej połowie grudnia

No dzisiaj to wstało mi się wyjątkowo wcześnie. Aż dziwne, bo położyłem się grubo po północy. Godzina 5 rano i byłem na nogach. Gdy już się zrobiło jasno wyszedłem sobie na wędrówkę w okolicy. Niedawno wróciłem. Ugotuję sobie cosik i chyba drzemka. Okolice ładnie się prezentują. Dzisiaj nic szczególnego nie zbierałem. Poza gałązkami brzozowymi. Będę je pic i jeść. Ale to pokażę później. Jak nie zapomnę ;-) . Zapraszam na galerię widoków zimowych moich bliższych i dalszych okolic. 


poniedziałek, 17 grudnia 2018

Plan wieloletniego zarabiania

Przy okazji wyjść ostatnio dość szczególnie zwróciłem uwagę na to ogłoszenie. Już je widziałem wielokrotnie wcześniej. I tak sobie myślę. W tym roku na fuchach zarobiłem wcale niemało. Oczywiście sporo też wydawałem pieniędzy, ale nie o to chodzi teraz. Co jakiś czas wspominam o "emeryturze" lub planach na "starość". Tylko kurcze. Ja mam dopiero 42 lata - rocznik 1976. Do "emerytury" to mi jeszcze daleko. Z resztą nawet nie ma co na emeryturę pewnie liczyć. To nawet nie powód do pretensji. Nie odprowadzam składek, więc nie będę mieć zamiaru rościć sobie pretensji do jakiejkolwiek emerytury. Będzie się jakaś należeć - fajnie. Nie - to nawet sprawiedliwe będzie. Ale co ja mam na myśli pisząc "emerytura". No będzie to już okres w moim życiu, gdy już nie będę mieć siły na cięższe prace. Czyli może jakoś po 70-tce. Chociaż wiele działkowiczów jest w tym wieku i coś tam robią. Więc pewnie i ja będę mieć na starość jakąś siłę, by coś tam uprawiać. Być może już nie będę mieć siłę na wyrabianie drewna i jakiś cięższe prace. Wtedy będą mi potrzebne jakieś pieniądze bardziej niż teraz. Znaczy tak zakładam. Być może opał będę musiał kupować. Chociażby ten węgiel a drewno już tylko na rozpałkę. W końcu pewnie drewna nie będę już w stanie sobie zbierać na obecną skalę. Analizuję sobie to ogłoszenie.


Okoliczne pola pokryte śniegiem w drugiej połowie grudnia

Tutaj jak na razie śnieg się utrzymuje. Ładnie nawet. Jednak ten śnieg powoduje dość dużą monotonię wystroju okolic. Ładnie ogólnie. Ale wszędzie wygląda podobnie. Monotonnie czy nie, takie krajobrazy teraz są moją codziennością. Zapraszam na galerię zdjęć moich bliższych i dalszych okolic z ostatnich kilku dni. 


niedziela, 16 grudnia 2018

Kolejna niedziela głównie na cmentarzu

Nie żebym się na tamten świat szykował. Chociaż nigdy nic nie wiadomo. Akurat tej podróży zaplanować się w większości przypadków nie da. Niedzielne odwiedziny cmentarza zaczynają od jakiegoś ponad roku stawać się moja osobista tradycją. To taka moja osobista interpretacja przykazania by dzień święty święcić. Czasem nie mam możliwości pójść do kościoła. Odległość. Ale rzadko , bo akurat jestem w o tyle dobrej sytuacji, że droga główną do Słupska jest regularnie odśnieżana. Także rzadko opuszczam niedzielną i świąteczną mszę. Ponadto cmentarz to dla mnie też swoiste miejsce święte.


Działki w połowie grudnia pokryte lekkim śniegiem

Jakoś 2-3 dni temu zaczął lekki śnieg padać. Naprawdę lekki. Taki malutki trening jakby :-) . W mieście tego śniegu praktycznie nie widać. Tutaj pozostaje. Ja tam z tego śniegu się cieszę. Ładniej trochę od razu. Krajobrazy zimowe bez śniegu jakoś mi osobiście nie pasują. A tak... Jest zima, jest śnieg więc wszystko na swoim miejscu. Oczywiście moje prawie codzienne spacery po działkach są nadal. Zapraszam więc na małą galerię zdjęć z ostatnich dwóch dni.


Zioła spod śniegu

Niektóre zioła trzymają się dobrze nawet pod śniegiem. Trzeba tylko wiedzieć co gdzie rośnie. Aha. Ziołami ogólnie nazywam wszystko co rośnie wokół a ja z tego robię herbatki. No chyba, że to gałęzie... Mniejsza z tym. Staram się jakieś synonimy dobierać. 

Nasiona barszczu jako przyprawa

Barszcz na szczęście rozpoznaje bez problemu. Wiosną zjadam jego liście a zimą właśnie nasiona. Znaczy ciężko tu mówić o jedzeniu. To bardziej okazjonalna przyprawa. Zerwę, zjem w terenie kilka nasion i odmiana smaku zawsze to jakaś jest. 

Zimowa zieleninka

Już spadły pierwsze śniegi. Mizerne co prawda, ale jakaś tam pokrywa śnieżna jest. Oczywiste jest, że to determinuje pewne zbiory. Nie głoduje tutaj, zapasy mam, w razie potrzeby korzystam też ze sklepów. Jednak teraz to jest taki czas, że świeża zieleninka na wagę złota. Po opadach śniegu ciężko jednak coś zbierać. Swoistym ratunkiem (niezbyt adekwatne określenie ale innego nie znajduję) są miejsca pod drzewami, pod którymi pokrywy śnieżnej nie ma.



Uczę się powoli grzybów

Swego czasu czytałem trochę o wartościach grzybów. Z tego co czytałem wynika, że to w miarę wartościowy typ pokarmu. Trochę to pokrywa się z tym, co mam tłumaczył nauczyciel w technikum. Ja w sumie grzybów za dobrze nie znam. Poza tym gdzie miałbym je teraz zbierać. Las zbyt daleko. Nie uśmiecha mi się jechać gdzieś w dobre lasy grzybowe. Pobliski mini las zbyt bogaty w grzyby, znane mi jako jadalne, nie jest. Uznałem jednak, że skoro jest las to i jest grzyb. Trzeba więc nauczyć się grzybów i z tego dobrodziejstwa natury korzystać w sezonie. Kupiłem na początku grudnia używany atlas grzybów i trochę go przeglądam. Także to jeden z moich małych planów. Nauczyć się trochę grzybów i je zbierać. Książka powinna mi to ułatwić. 

piątek, 14 grudnia 2018

Zupa nawinie

W kuchni bardzo się staram, by nic się nie marnowało. Resztki z poprzednich dni zawsze staram się jakoś wykorzystać. Akurat została mi z poprzedniego dnia fasolka. Niewiele. Garść dosłownie. Postanowiłem ugotować na tej bazie zupę nawinie, czyli w garnku ląduje wszystko, co się pod rękę nawinie. 


Miałem więc resztki fasolki. Ostatnie marchewki i seler. Kawałek kapusty pekińskiej sprzed kilku dni. Do tego łyżką smalcu, trochę przypraw i zupka w sam raz. 

czwartek, 13 grudnia 2018

Wywar prawie rumiankowy

Przyznam szczerze. Pomimo, że żyję tutaj na działce od 2010, to do tego roku zbytnio nie umiałem tych wszystkich rumianków rozróżnić. Dla mnie coś co wyglądało podobnie do rumianku i podobnie smakowało i pachniało było jakimś rodzajem rumianku. Wiem doskonale, że nie wszystko co zbierałem miało właściwości lecznicze, ale też wiem, że sobie nie szkodziłem. Często robię sobie herbatkę z tego gatunku. Rumianku bezpromieniowy. To dla mnie namiastka rumianku. Smakuje bardzo podobnie.

Herbatka z szałwi

U mnie w ogrodzie szałwia rośnie. Rośnie też na ścieżkach. Nie suszę jej nigdy na zimę. Ona jest dość zimotrwała, więc gdy mam ochotę, to zrywam ile potrzebuję na kilka dni i mam. Czasem suszę na bloku betonowym na piecu i wtedy robię typową herbatkę. Czasem robię wywar z nie suszonych liści. Różnie. Nie ma reguły. Akurat ostatnio trochę najpierw wysuszyłem. Szałwia ogólnie jest lecznicza i bardzo poprawia samopoczucie. Nie jestem jakimś dobrym zielarzem, ale z tego co mi wiadomo warto pić co jakiś czas tą herbatkę. Jest też dobra na trawienie.