wtorek, 19 lutego 2019

Plany porzucone

Różne miewałem plany, nad różnymi się zastanawiałem. W tym wpisie chcę przedstawić, z których planów rezygnuję. No zima to często czas planowania i czasem gdybania. Niektóre plany wchodzą w życie - niektóre nie. W tym wpisie przedstawiam, które plany porzucam.

Ogłoszenia rozwieszone

Wczoraj i dzisiaj porozwieszałem ogłoszenia - na praktycznie wszystkich działkach na trasie Słupsk - Bierkowo. W latach 2019-2020 zamierzam jak najwięcej zleceń przyjmować. Wspominałem o tym tutaj (link). Jak dobrze pójdzie to być może na swoją działkę zbyt wiele czasu mogę nie mieć. Stąd plany upraw, które wymagają jak najmniej czasu i nakładów pracy. Na chwilę obecną nie jestem w stanie podać jaka kwota oszczędności będzie dla mnie wystarczająca. Podejrzewam jednak, że za dwa lata będę miał serdecznie dość tych zleceń. Mam nadzieję, że w dwa lata uda mi się kilka tysięcy uzbierać. Po dwóch, może trzech latach wracam do "starego systemu zarabiania" - sprzedaż swoich plonów. Docelowo oszczędności na co - na "emeryturę". Nie na działkę budowlaną. Zakup własnej ziemi to forma ostateczności, której wolałbym nie brać pod uwagę. Gdyby się okazało, że będę zmuszony opuścić działkę - jest wiele innych możliwości zorganizowania sobie mieszkania. Pisałem o lokatorze przy działce na dziko (link) - to jedna z możliwości. Inna opcja - zakup dowolnej przyczepy kempningowej i zaparkowanie jej w okolicy, nawet przy parkingu działek. Czemu akurat w pobliżu? Zwyczajnie - znam okolice i wiem co gdzie jest.

Powolutku wiosenne porządki - dzisiaj wykopałem rabarbar

Rabarbar miałem u siebie w kilku miejscach.  Dzisiaj postanowiłem wykopać rabarbar. Będę chciał go przenieść w inne miejsce. Ciutkę reorganizuję sobie działkę. Dwa lata temu rabarbar rozmnożyłem sobie, trochę go sprzedawałem. W tym roku także go dalej rozmnożę. W kolejnych latach będę miec go więcej. On się dobrze wiosną sprzedaje . Za kilka lat porzucam koncepcję zleceń a na bieżące wydatki być może wrócę do sprzedaży niektórych plonów. Rabarbar, szczypior, koperek - to zawsze fajnie schodziło. Gdy już będę miał zakładany poziom oszczędności - nie będę mieć zamiaru podejmować zleceń a jedynie zarobić na podstawowe utrzymanie.


poniedziałek, 18 lutego 2019

Ciekawe, czy winobluszczi i winogron się przyjmie...

Zastanawiam się, czy wsadzone jesienią sadzonki winobluszczu i winogrona się przyjmą. Na razie są w tunelu foliowym i do czasu, aż będe widział, że ruszyły - tutaj zostają. 


Dalsze plany przekopania

Jakiś czas zastanawiałem się, czy wysiane żyto przekopać. Taki był pierwotny plan. Jednak, gdy zacząłem myśleć o zbożu na działce - zacząłem się zastanawiać, czy może po prostu kawałka poletka obsianego żytem na poplon nie zostawić do normalnego wzejścia na plon. 


Jednak chyba, jak na plon zboża, za gęsto wysiane. także normalnie na dniach jakoś to przekopuję. Przekopię sobie i przed siewami zdąży się to jeszcze w ziemi przerobić.

Zimowe przekopanie części działki

Na zimę całości działki nie przekopywałem. Część celowo zostawiłem. Chociażby kawałki poletka z gorczycą. Zostawiłem na zimę celowo - by mieć przez jakiś czas świeże zielone. Ale skończyło się już. 


Okolice w drugiej połowie lutego 2019

A tak oto prezentują się moje okolice w ostatnich dniach. Taka jakby bardzo wczesna wiosna. Na dniach idę na miasto. Kupić doładowanie na zapas, by na ostatnią chwilę nie lecieć kupić. To w czytelni zobaczę, jak się moje zdjęcia prezentują, bo u mnie w telefonie to słabo...


Działki w drugiej połowie lutego 2019

Galeria kilku zdjęć działek w ciągu ostatnich kilku dniach. Aura - prawie wiosenna. No pogoda potrafi być zdradliwa. Ja już z rozsądku w takie cieplejsze dni mam pełne zimowe ubranie. Już 2-3 lata temu wiosną właśnie się ostro przeziębiłem. Tak się  prezentują działki ostatnimi dniami.


niedziela, 17 lutego 2019

Telewizja internetowa zamiast telewizora

Wspominałem w jednym z ostatnich wpisów o konieczności reklamacji dekodera tv. W sumie... Mógłbym kupić jakiś kolejny. Ale przecież nikt nie zagwarantuje mi, że konkretna aplikacja dedykowana do danego sprzętu nie zniknie z repozytoriów Androida. Mógłbym kupić osobny telewizor. Jednak musiałbym wtedy
- albo wzmocnić swoją instalację elektryczną,
- albo ładować jakiś akumulator u sąsiada (z czym nie byłoby problemu). 
Poza tym wolę jakoś, by w jednym sprzęcie zmieścić funkcjonalność wszelkiej elektroniki. Może jedynie radio i czytnik  chcę osobno. Nie chcę jednak osobnego urządzenia typu telefon, osobnego typu komputer, osobnego typu telewizor... 

Luty 2019 - jakby prawie wiosna

No normalne to chyba nie jest. Od jakiegoś czasu aura prawie wiosenna. Co prawda teoretycznie za tydzień ma wrócić mróz - jednak nie zdziwi mnie już, gdy okaże się, że temperatury dodatnie się będą utrzymywać. Zwiastuny wczesnej wiosny widzę jednak. 


Pokrzywa wczesna w lutym

Pokrzywę można trochę zbierać. Niewiele jej ale jest. Doskonały dodatek do potraw. Co prawda do pełnej dojrzałości wiosennej jej daleko - ale jest. I to gdy się człek rozejrzy - wcale nie jakoś zbyt mało. Da się pojeść. 


Drobne wyjaśnienie dotyczące samotności

Gdy jakiś czas temu pisałem o samotności i celibacie (link), być może niektórzy Czytelnicy źle odebrali wpis. Pisząc o samotności, miałem na myśli głównie samotność, którą może czuć człowiek bez rodziny, bez "drugiej połówki" . W tym sensie czuję się samotny. Bo akurat na brak kogokolwiek, z kim mógłbym spędzić czas - nie mam co narzekać. Jest sąsiad - czy jest w jakimś stopniu przyjacielem? Chyba tak. Wspieramy się, odwiedzamy, spędzamy z sobą czas. Ostatnie dni (wieczory) - byliśmy u niego i oglądaliśmy filmy. No - facet zaplusował u mnie. Wszystko "alkoholowe" pochowane, bym nie czuł dyskomfortu. Nie prosiłem o coś takiego - nie śmiał bym. A dzisiaj akurat on wpada do mnie. No średnio raz w tygodniu ot tak się na dłużej spotykamy, czasem częściej. Ale właśnie tak w weekend mamy "czas dla siebie" - jakkolwiek by to zabrzmiało. Właśnie jestem w trakcie szykowania "imprezki" ;-) . 

Ciut aktualności

Wiosna prawie. W ostatnich dniach praktycznie niewiele się u mnie dzieje. Z reszta zimą nic się tu nie dzieje. Stąd chociażby moje wpisy będące bardziej różnymi przemyśleniami a nie relacje z życia tutaj. Ostatnie wieczory spędzałem u sąsiada. Wspólnie oglądaliśmy filmy. Przyznam szczerze, że dość przyjemnie.

środa, 13 lutego 2019

Zakup nasion (znowu)

Dzisiaj poszedłem do Netto. Cel główny. Oni, gdy tam dostają kwiaty cięte, to dostają je razem z takimi jednorazowymi wiaderkami. I ja po takie wiaderka sobie chodzę, ponieważ oni je wyrzucają. Przy okazji wszedłem do samego sklepu. Oczywiście były tam nasiona.

Zakupy nasion

W lutym kupiłem trochę nasion. Nie w ciągu jednego dnia. Planowo miałem kupić przede wszystkim różnego typu "zioła przyprawowe" do planowanego ogródka ziołowego. Chciałem tez dokupić kapustę (nie wiem ile lat ma obecne opakowanie), kalafior, brokuł. 


wtorek, 12 lutego 2019

Gotowość na wiosnę - moje dotychczasowe nasiona

Co prawda do wiosny jeszcze czas, ale już sobie spisałem posiadane nasiona. Ile sztuk, jakie terminy... Te nasiona miałem przed zakupami. 

I chyba po telewizji

W ostatnim wpisie relacjonowałem sprawę reklamacji telefonu. W telefonie miałem możliwość oglądania telewizji. Niestety wymagało to aplikacji. Po zakupie nowego telefonu (tego zastępczego pierwotnie) próbowałem zainstalować aplikację. Niestety tej aplikacji już nie ma. Jest wersja na tablet. Ma ona fatalną opinię, bo wiesza się. Ale i tak u mnie nie działa. A aplikacji na telefon - nie ma. Zniknęła. Jest tylko ta wersja na tablet.

Moje kanapki z wędliną

Może i śmieszny wpis. Wspomniałem, że pokażę swoje "kanapki" to pokazuję. W tym wpisie jedynie te z wędliną. W którymś z kolejnych zaprezentuję inne swoje warianty, jak zjadam chleb nasz codzienny. 


Przygoda z telefonem

Na początku lutego postanowiłem dać telefon do reklamacji. W sumie nic złego się w nim nie działo, miał kilka jasnych plam na wyświetlaczu. Stwierdziłem, że skoro jest na gwarancji to czemu mam nie reklamować. Tylko chciałem sobie jakiś telefon zastępczy kupić. Nie jakiś najtańszy, ale jakiś kompromis między ceną a parametrami. W końcu miał służyć jako telefon awaryjny. Kupiłem bezporednio od jednego człowieka, który ogłosił się na lokalnej grupie kupna sprzedaży. Miałem dzięki temu okazję zwyczajnie najpierw telefon zobaczyć dotknąć... Działał całkiem przyzwoicie. Jako dodatek miał kartę pamięci 32 GB. Skonfigurowałem po swojemu. 

piątek, 8 lutego 2019

Grzechy "Kościoła" - moje podejście

Wierzę w jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół. To fragment wyznania wiary katolika. I ja w to wierzę. Jeden - i dla mnie niezależnie, czy katolicki, czy prawosławny... Dla mnie najważniejsze jest, czy w danym Kościele jest zachowana sukcesja apostolska. Ale na tym aspekcie Kościoła skupię się w jakimś innym wpisie. Ponownie zastrzegam - to wpisy prezentujące moje poglądy a nie próba wykładni teologicznej. Święty - pochodzi od Jezusa - więc jest święty Jego obecnością "Ja jestem z wami przez wszystkie dni aż do skończenia świata". Powszechny - dla wszystkich. 

wtorek, 5 lutego 2019

Moje podejście do niektórych problemów

Staram się nie mieć problemów. Fajnie to brzmi, no nie. Ale mogę szczerze przyznać, że ja zbytnio problemów nie mam. Mam sprawy do załatwienia. Zmiana słowa - to zmiana podejścia. Zmiana podejścia to działanie - klucz. Oczywiście. Mam swoje problemy. Ale szybko staram się je zamieniać w sprawy do załatwienia. Dzięki temu nie mam zbytnio problemów. Postaram się to w miarę poprzeć przykładami. 

poniedziałek, 4 lutego 2019

Kalafiorowa

Znana zapewne większości z Państwa. Przepis tez żaden wyszukany. Z resztą blog nie ma charakteru pokazania jak co gotować - prezentuje moje gotowanie, jako element codzienności. W sobotę ugotowałem sobie kalafiorową. Duży garnek - czyli 7-8 litrowy. Tak na dwa dni. Składniki a tym samym proporcje widoczne na zdjęciu. 


Galaretka z łapek kurzych

Dzisiaj wzięło mnie na galaretkę z łapek. Mam jeszcze łapki w śniegowni. Wyjąłem akurat 3 paczuszki. Rozmroziłem.


niedziela, 3 lutego 2019

Kalafiorowa z liści kalafiorów

Ostatnio byłem w Netto po kiszoną kapustę i kalafior. Znaczy docelowo szedłem po kiszoną kapustę, gdyż wiedziałem, że jest w fajnej promocji. 8 zł a opakowanie 5 kg. Na miejscu okazało się, że są dość ładne kalafiory za 5 zł sztuka. Kupiłem 2 kalafiory więc. 


Raport finansowy za styczeń 2019

No styczeń obfitował w wydatki. Musiałem wypłacić pieniądze z banku. Kupiłem sporo książek. Kurcze...Zbieram się do tego , by w końcu podsumować sobie finanse za 2018. Któregoś dnia to zrobię. Sam chcę wiedzieć, ile wydałem na jakie sprawy. Powoli moje inwestycje dobiegają końca. Klaruje się moje nowe wyposażenie. 

Niedzielny wyjazd do Ustki w lutym

Dzisiaj coś mnie wzięło na wyjazd do Ustki. Znaczy już o takiej małej wycieczce myślałem wcześniej, ale jakoś tak pieniędzy mi szkoda było. Ale dzisiaj sobie pomyślałem, że co mi tam. Taka zmiana otoczenia jest dla mnie w sam raz. I na nawet jakoś drogo mnie to wcale nie wyszło. Bilet Słupsk - Ustka kosztuje 7,50 zł, więc w dwie strony to było 15 zł. To sobie w Ustce nawet do knajpy na promenadzie wszedłem na hamburgera i kawę. Także cała podróż kosztowała mnie prawie 30 zł. Ale przyznam. Warto było. Naprawdę. Połaziłem sobie - po plaży, po lesie. Po przyjeździe do domu byłem tak zmęczony , że o 20.00 około się położyłem. Bez żadnego rozpalania w piecu. Wstałem niedawno ;-) . Rozpaliłem sobie i teraz pewnie w nocy sobie posiedzę. Narobiłem zdjęć ;-) . Pokażę je Państwu.


piątek, 1 lutego 2019

Krupnik z pęczakiem

Krupnik to jedna z najczęściej gotowanych u mnie zup. Zwłaszcza w okresie zimowym, czy tam poza sezonem. Sytość zupy reguluje się ilością kaszy. Do krupniku używam zarówno kaszy jęczmiennej "całej" (pęczaku), kaszy "łamanej" oraz gryczanej. Są więc u mnie 3 podstawowe wersje krupniku. Czasem robię jeszcze zupę rumfordzką - takie połączenie grochówki i krupniku. Gdy będę robić - pokażę. 


czwartek, 31 stycznia 2019

Modlitwa do Świętych i "obrazów" - mój punkt widzenia

Zastrzeżenie - każdą religię szanuję, każdego szanuję (o ile nikomu nie szkodzi), nie mam zamiaru nikogo obrazić ani "nawracać". Prezentuję swój osobisty pogląd.

Jakoś w tym miesiącu "zaczepili" mnie Świadkowie Jehowy. Z góry uprzedzam - nic do nich nie mam, niech każdy wierzy w  co chce uważa za słuszne i postępuje dobrze. Ja nawet na swój sposób ich podziwiam. Osobiście nie miałbym chyba odwagi ani chęci, by tak na ulicy wypełniać nakaz Jezusa, by iść i głosić dobra nowinę. I podczas rozmowy (krótkiej raczej), padło pytanie / stwierdzenie (podejrzewam, że jedno ze standardowych) typu , że katolicy modlą się do obrazów. I do ludzi (świętych). Przedstawiłem swój punkt widzenia. Oczywiście, że taka argumentacja nie ma poparcia w Piśmie Świętym. Może i nie ma. Ale w tym wpisie postanowiłem zaprezentować swój pogląd. I raz jeszcze zaznaczam. Niech każdy wierzy to co uważa za słuszne i niech jego religia (lub jej brak) pozwala mu być dobrym człowiekiem. Ja każdego szanuję o ile nikomu krzywdy nie robi. Prezentuję zwyczajnie swoje osobiste postrzeganie pewnych kwestii.

Statystyki bloga i podziękowania

Co jakiś czas wchodzę sobie w statystyki bloga. Cieszą one. Zapewne nie osiągnę poziomu odwiedzin stron i blogów modnych celebrytów. I nigdy nie będzie to moim celem. Do jakiejś blogerskiej sławy nie dążę. Oczywiście ilość odwiedzin bloga cieszy. Nie będę tego ukrywać. Daje formę satysfakcji. Pokazuje, że decyzja założenia bloga była słuszna. A miałem wątpliwości. Nie ukrywam. Częściowo swoje wątpliwości opublikowałem w jednym z pierwszych wpisów (link). Cyt fragmentu wpisu "Długo uważałem to za bezsens . A na co mi to ? Na co to komu ? Co ja nowego napiszę ? Mało bezdomnych na działkach ? Mało ogrodników ?" i inny cytat "Jeśli wogóle ktoś to będzie czytać . Może i będzie ." . Tak. Właśnie takie miałem wewnętrzne pytania. O czym będę pisać i po co to komu?

środa, 30 stycznia 2019

Raz w miesiącu - zakupy w dyskoncie (zazwyczaj Biedronka)

Skoro już piszę o posiłkach (a nie jest to blog kulinarny), o swoich poglądach natury religijnej (a nie jest to blog o duchowości i religii), o uprawach na działce (a nie jest to blog ogrodniczy), to przecież mogę coś napisać o comiesięcznych zakupach. Do dyskontów chodzę już teraz raz w miesiącu mniej więcej. Chodzi o oszczędność kasy zwyczajnie już. Zawsze są jakieś promocje, które kuszą (link) i na co mnie to? Codzienne zakupy (nazwijmy je codziennymi, ale nie robię ich codziennie) robię w sklepie Groszek, najbliższym mi (link). Raz w miesiącu pójde jednak do Biedronki. Zrobić zakupy "większe". Znaczy większe...Takie oto większe ;-)


Moje postrzeganie Kościoła oraz innych religii

Jestem Katolikiem. Co prawda w znacznej mierze zdeterminowało to miejsce i czas, w którym się urodziłem. Są różne religie. I ja tutaj nie będę rozważać , która jest prawdziwa, która nie. Zwyczajnie - szanuję każdą religię , gdyż w mojej ocenie w każdej jest jakieś odbicie rzeczywistości "tamtej". Są też osoby całkowicie odrzucające koncepcję Boga, życia po śmierci - ateiści. Ja nie wyobrażam sobie sytuacji i rzeczywistości bez Boga, bez życia po śmierci. Życie nigdy się nie kończy. Zmienia formę. I o ile mógłbym sobie wyobrazić, że nagle okazuje się , że chrześcijaństwo jest całkowicie błędne, to nie byłbym w stanie przyjąć koncepcji, że Boga (jakkolwiek bym Go nazwał i postrzegał) nie ma a moje życie tutaj kończy biologiczna śmierć i nic poza tym nie ma. Życie tutaj postrzegam jako formę wędrówki, która kiedyś będzie miała swój koniec. Wtedy przejdę do innej rzeczywistości. I fajnie by było, gdybym był zbawiony. 


Chcę tutaj żyć w miarę zgodnie z Bogiem by tam już żyć razem z nim. To życie jest drogą. Celem ostatecznym jest zbawienie. Oczywiście ktoś może wybrać życie w opozycji do Boga. Ale nie o tym tutaj. 

wtorek, 29 stycznia 2019

"Bez chlebka sie nie najesz" - czyli krótko o chlebie u mnie

Nie napiszę chyba nic "nowego", gdy wspomnę, że chleb jest czymś dla mnie ważnym. Chleb...Fenomenalny wynalazek ludzkości. Znany pod wieloma formami w różnych kulturach. Podstawa wyżywienia. Niedoceniany. Kiedyś otoczony czcią - dzisiaj poniewierany bardzo często. Zbyt często. Ale nie o tym. To nie będzie wpis marudzący na temat powszechnego wyrzucania żywności. Chleb towarzyszy mi prawie codziennie. Na śniadanie, do zupy, na kolację. Od kilku lat nie zdarzyło mi się chleba wyrzucić. Za daleko mam do sklepu ;-) . Ale to też szacunek do jedzenia , którego nauczyłem się tutaj właśnie. I chociaż okresy moje częściowego głodu wynikały z zapicia (link1), (link2) - nauczyłem się szanować żywność i wykorzystywać dostępne jej formy w jak najlepszy sposób (link3), (link4), (link5). Podobnym szacunkiem (a może nawet jeszcze większym z racji chociażby symbolu) otaczam chleb.

Kapuśniak z kiszonej kapusty

Kupiłem kilka dni temu opakowanie kiszonej kapusty. Zachciało mi się. Oj...Ja muszę własną kapustę mieć. Plan już jest. Kilogram kiszonej kapusty to u mnie na 3 obiady jest. No może na 2. Oto składniki zupy. 


Dokładnie tyle potrzebuję na 5 litrowy garnek. Niby niewiele, ale nie zawsze mam ochotę na gęstą zupę. Łapki mam ze śniegowni (link) - jak widać korzystam z niej i sprawdza się doskonale. A było już trochę dodatnich temperatur. I zapowiada się, że mrozy ustępują. 

Będę uprawiać kapustę

Naprawdę nie wiem, czemu kilka lat temu z kapusty zrezygnowałem. Jednym z powodów (głupich) był fakt, że nie potrafiłbym zbytnio samodzielnie pozyskać z niej nasion. Durny powód, ale naprawdę kilka lat temu chciałem, wszystkie warzywa mieć z własnych nasion i porzucić uprawę tych warzyw, z których sam nasion bym nie uzyskał. No niezbyt rozsądny powód. Coś tam jeszcze było, że zrezygnowałem ale nie pamiętam czemu. Ale trzeba pogodzić się z poczciwą kapustą. jest ku temu kilka powodów. Jeden z nich na poniższym zdjęciu.

O planach płodozmianu (znowu)

Być może Czytelnikom i Znajomym wyda się to już śmieszne. Trudno. Zima to niestety okres, w którym jedyne co mogę działkowego robić to właśnie planowanie. W jednym z ostatnich takich wpisów pisałem o planie "trójpolówki" (link). Otóż tutaj pewne zmiany będą. Nie ukrywam. Trochę wziąłem sobie do serca komentarze i porady Czytelników, za które dziękuję. Pierwotny plan był taki by poletko główne (oznaczone w linkowanym wpisie jako I, II, III) było poświęcone na uprawy ziemniaków na 1/3 części, fasolki na 1/3 części oraz zboża na 1/3 części. Grządki oznaczone jako "W" to miał być warzywniak. Nastąpią pewne zmiany. Niewielki ale będą . Co się głównie zmieni? Otóż nie będę 1/3 części obsadzać zbożem. Trochę inaczej ją zagospodaruję. 

Wpis techniczny związany z wpisami nt diety i gotowania

Wspominałem wielokrotnie o zaletach zup. Pisałem jakie ma ona znaczenie dla mnie. I tak ostatnio przeglądam swoje wpisy i ... dość mało prezentacji samych zup, które przecież gotuję praktycznie codziennie. Oczywiście nadrabiam to i wpisy tego typu pojawiać się będą w najbliższych dniach. Ten blog nie stanie się jednak blogiem pokroju działkowego gotowania. Prosta bardzo przyczyna - nie umiem zbyt dobrze gotować . To co ugotuję to zjem, bo z reguły wychodzi jadalne, czasem nawet dość smaczne. Utworzyłem też przy okazji nową "kategorię" wpisów "Moje zupy". Od razu przestrzegam. Zapewne większość z Państwa nie znajdzie tutaj żadnych wynalazków, żadnych szałowych przepisów. Zapewne część z Państwa stwierdzi, że moja żona / siostra / mama / babcia / sąsiadka z naprzeciwka zna dziesiątki razy więcej pomysłów na zupne dania. I będą mieli Państwo zapewne rację. Zwyczajnie uznałem, że skoro :
- dzielę się z Państwem wieloma aspektami mojej codzienności (taki był cel bloga),
- dzielę  się z Państwem swoimi przemyśleniami (czasem trywialnymi) oraz planami różnego typu (zmienianymi czasem zbyt często),
- gotowanie i jedzenie to istotny aspekt życia codziennego (nawet jeśli same potrawy są monotonne),
- każdy gotuje jak umie (a jeśli nie umie to nie gotuje)
postanowiłem w najbliższych dniach zaprezentować swoje pseudokularne umiejętności i pokazać, które zupy i jak gotuję.

Czas najwyższy na ogródek ziołowy

Jakieś zioła na działce mam. Na zimę zbieram i używam. Głównie do picia, część do potraw.


poniedziałek, 28 stycznia 2019

O antenie i wyborze kanałów telewizyjnych

Przy okazji opublikowania wpisu (link)o telewizji jeden z Czytelników zamieścił komentarz, poradę, jak zrobić sobie samodzielnie antenę. Pozwolę sobie zacytować komentarz "W razie czego warto spróbować warto zrobić antenę ósemkę 8x10,5cm. W internecie łatwo znaleźć poradnik. U mnie ta antena łapie kanały których nie potrafiły zlapac sklepowe i to bez zbytniego ustawiania. Koszt wykonania raczej znikomy" . 

Czy piec daje radę

Jakiś czas temu kilku Znajomych pytało mnie, czy mój piec daje radę w okresie zimowym, gdy są mrozy. Postanowiłem trochę opisać to. Otóż na wstępie. Moi Drodzy. Ja nie mieszkam w namiocie ;-) . To prawie normalny domek. Może nie jest zbyt dobrze ocieplony. Może by się przydało go ocieplić jakoś. Jednak do tej pory nie było takiej potrzeby.  A docieplenia bym się podejmować nie chciał. To wydatek. Poza tym mógłbym coś schrzanić. Poza tym - a po jakiego grzyba. 

niedziela, 27 stycznia 2019

Wyniki i interpretacja testu palenia węglem

Zakończyłem wczoraj test związany z pękaniem węglem w moim domu. Przez cały ten czas używałem głównego węgla jako paliwa do pieca. Drewno jako skromny dodatek i rozpałka. I trochę jako wypełniacz pieca. No w domu zdecydowanie cieplej. Pierwsze dwa dni nawet za gorąco jak dla mnie. Po dwóch dniach nauczyłem się palić węglem.


Działki w drugiej połowie stycznia - jest więcej śniegu

A tak prezentują się działki w drugiej połowie stycznia, gdy śniegu jest tyle, ile na zimę przystało. 


piątek, 25 stycznia 2019

Telewizję już mam

Dzisiaj mogłem już odebrać zamówiony dekoder. Odebrałem. Po południu,  po obiedzie podłączyłem sobie wszystko.  W sumie wszystko było bardzo proste. Dekoder do prądu, w moim przypadku do power banka, antenę do wejścia antenowego w dekoderze. I włączyć. 

czwartek, 24 stycznia 2019

Śniegownia zrobiona - mogłem kupić zapas mięsa

Wspominałem ostatnio o tym, że śniegu napadało. Wspominałem o planie zrobienia sniegowni. Śniegownia gotowa. Na razie duża nie jest, ale będzie się powiększać. Śniegu na działce trochę jest. 


Nie zbierałem śniegu ze ścieżek. Liczę , że jeszcze napada. Jeśli nie napada, to będę brać ze ścieżek. Docelowo im większa górka tego śniegu tym lepiej. Znaczy lepiej. Po prostu dłużej taka górka śniegu się utrzyma. Im większa i bardziej ubita - tym dłużej się utrzyma po ustąpieniu mrozów. 

Moja wątpliwość o możliwościach samodzielnej nauki

Planuję poszerzyć swoją wiedzę z nauk przyrodniczych. Głównie nauki botaniczne, trochę chemia, niektóre dziedziny biologii, jakieś minimalne podstawy fizyki. I mam w sumie takie wątpliwości. Ukończyłem raptem technikum ekonomiczne. Bez matury nawet. Tak "dobrze" mi szło w szkole, że jedynie do egzaminu zawodowego podszedłem. I wobec tego czy ja jestem w stanie w najbliższych latach opanować wiedzę z nauk przyrodniczych na jakimś względnym poziomie? Czy to nie za wysokie progi na moje nogi? No chęć mam. Czas na takie samokształcenie się mam. Książki mam i być może ich przybędzie. Internet jest. Jednak, czy chociażby chemii można się samodzielnie nauczyć? Jeśli chodzi o kwestie botaniczne, to wiele rzeczy można sobie sprawdzić w terenie. Łatwiej się w końcu uczyć gdy ma się do dyspozycji książkę oraz możliwość "samodzielnych zajęć terenowych". Ale inne dziedziny nauk przyrodniczych? No nie wiem. Będę próbować. I pojawia się wątpliwość. W sumie po co mi ta wiedza? Jednak zwyczajnie to chęć poszerzenia wiedzy. Ot tak dla siebie samego. Już chociażby uczę się chemii nieorganicznej. Akurat jestem na etapie równań reakcji chemicznych ;-) .

O jednym z mieszkańców terenu przy działce

W mojej dalszej okolicy mieszka (chyba mieszka) pewien człowiek. Nie na samej działce. Przy działkach. Z powodów oczywistych nie będę zdradzać w żaden sposób jego lokalizacji. Odkryłem go jakiś rok temu. Mieszka sobie przy działce, taki malutki teren "przytulony" do działek. Chata malutka, jakieś 2 na 3 metry. Zbudowana z desek, pokryta folią, zamaskowana gałęziami. Z daleka wygląda jak wielka kupa , sterta gałęzi. Zimą jedynie dym z komina zdradza, że tam jest jakaś forma chaty. Gdy podejdzie się bliżej - faktycznie chatę widać. I nawet nie wiem jak taką budowlę określić - szałas, altanka.... Dla niego to zapewne dom. Przy domku zorganizował sobie malutkie poletko. W sezonie uprawia na nim trochę warzyw. Rozmiar poletka na pewno uniemożliwia mu zrobienie jakichkolwiek zapasów. Co je poza sezonem? Pojęcia nie mam. 

środa, 23 stycznia 2019

O zakupach z ostatnich dni

Już jakiś czas temu kupiłem przez internet książkę Łuczaja o dzikich roślinach. Jest już u mnie od jakiegoś czasu i przyznam - bardzo obszerna baza wiedzy. Skoro już i tak byłem wczoraj w centrum Słupska (musiałem wypłacić pieniądze i zapłacić za zakup dekodera) wpadłem do Empiku. Nawet nie z zamiarem konkretnego zakupu. Zwyczajnie pooglądać. Poza tym szedłem tam z takim nastawieniem. Staram się i tak posiadać jak najmniej. Minimalista ekstramalny, jak to określił mnie Tomasz Bełza w jednym ze swoich wpisów (link). Czy ekstramalny to nie wnikam. Dobrze mi było z tym, że mało (jak na dzisiejsze standardy) posiadam . Postanowiłem sobie jednak , że ta zasada nie będzie dotyczyć książek, a szczególnie tych, z których będę się uczyć. Więc nawet jeśli bym coś kupił, odpowiednio przemyślanego - to będzie inwestycja. Z tym nastawieniem poszedłem. 

wtorek, 22 stycznia 2019

Polecam stronki

Na razie wpis bardziej roboczy. Tutaj będą lądować ciekawe z mojego punktu widzenia miejsca i blogi w internecie. Na razie to wersja robocza. Być może dla niektórych z Państwa także okażą się to ciekawe rzeczy. A przynajmniej poznacie bliżej, czym aktualnie się interesuję.Nie wiem, czy w podobny sposób będę polecać grupy fb. Może. Na razie nie planuję tego. W razie pytań. Nie będą tu lądować czytane przeze mnie książki, co najwyżej te, z których czegoś się uczę. Czemu? Ponieważ każdy ma inny gust a większość książek czytam "jak leci" i nawet ciężko byłoby określić mojego ulubionego autora.

Kolejność listy nie ma najmniejszego znaczenia i nie jest niczym podyktowana.

https://animalistka.pl/
Ciekawie prowadzony blog o zwierzętach

https://szczesliwyminimalista.blogspot.com/
Cyt opisu bloga "Minimalizm w życiu, praktyce, w codzienności i od święta. Czym jest minimalizm i jak zostać minimalistą - o tym wszystkim dowiesz się na blogu Szczęśliwy minimalista!" . 

https://www.wildslav.com/
Jak pisze sam Autor -blog, na którym opisuje swoje hobby jakim jest strzelectwo, prepping, sztuka przrtrwania, itd.

http://miejski-survival.pl/
Kilka ciekawych artykułów związanych z miejskim survivalem.

http://niepodlewam.blogspot.com/
Blog o tematyce ogrodniczej.

http://niekupiejedzenia.blogspot.com/
Cytuję fragment opisu bloga "Spróbuję przez rok wyżywić się w pełni samodzielnie, korzystając z naturalnych metod. Będę wybierał jak najprostsze i niedrogie rozwiązania, by moje doświadczenia można było powtórzyć"

http://rozanski.li/
Obszerna baza wiedzy między innymi i ziołolecznictwie. Strona dość fachowa. 

O uprawach parapetowych

Jakiś czas temu zrobiłem sobie ogródek na parapecie. Szczypiorek zarówno z cebuli jak i czosnku rośnie fajnie i już z lekka podskubuję. Niestety rukola jakby się zatrzymała.Pojęcia nie mam czemu. Może już za stare nasiona. Widać, że część nawet padła. Możliwe, że coś z ziemią nie tak. Nie wiem. Jak nie wzrośnie za jakiś czas, to w wolne miejsca dosadzę tutaj zwyczajnie już szczypior.


Decyzja o zakupie telewizorka

Wczoraj rozmawiałem sobie z sąsiadem o telewizji. Zdecydowałem się kupić. Wybrałem ten dekoder za 104 zł. Już kupiony. Antenki żadnej na razie nie kupuję. Sąsiad znalazł w swoich szpargałach starą antenkę i mi ją dał. Obiecał też poszukać innej zewnętrznej, którą miał, ale mu się załamała jakoś i nie odbierała już wszystkich jego ulubionych kanałów. Tylko musi ją w stercie gratów znaleźć, a jest śniegiem przykryta.


Spadło więcej śniegu - jest ładniej - ale mam tez plan w związku z tym

Od 17.01 są już ujemne temperatury. 18.01 napadało śniegu. Okolice i same działki ładniejsze. Znaczy - jak przystało na rasową zimę ;-). Jest ogólnie ładniej. Bardziej biało, bardziej czysto. I chętniej wychodzi się teraz na zewnątrz. Pogoda typu deszcz, chlapa, ciapa nie zachęcała do spacerów. Teraz - wręcz przeciwnie. Jakoś taka bardziej naturalna kolej rzeczy. Zima - musi być śnieg i mróz. Tak obecnie prezentują się okolice.


niedziela, 20 stycznia 2019

Ciekawy sposób - podwyższone grządki

Na sąsiedniej działce widzę takie oto "urządzenie". Podniesioną grządkę. Znaczy domyślam się,, że o to chodzi. I zastanawiam się, czy czegoś podobnego u siebie nie wprowadzić. Nie mam co prawda desek, ale można by czego innego spróbować. Gałęzi nadających się do wykonania podobnej konstrukcji w okolicy nazbierać można. Byłby to fajny sposób. Najpierw jesienią nazbierać liści wszelkich wokoło. A kolejnego roku jedno takie coś zrobić. Do przemyślenia i do realizacji zapewne. 

Działki w drugiej połowie stycznia pokryte lekkim śniegiem

A teraz działki w drugiej połowie stycznia. Zdjęcia z ostatnich 3 dni. Zdjęcia z działki zarówno mojej, jak i sąsiedniej (gdzie mieszka sąsiad). 

Aha. Taka prośba. Być może część z Czytelników to Słupszczanie. Być może nawet działkowicze. Proszę o nie komentowanie na blogu lub moim profilu odkryć typu - "wiem, która to działka". Dla "miejscowych" być może zlokalizowanie mojego ogrodu z jakąś dokładnością nie jest problemem. Jeśli ktoś chce bawić się w to - przecież nie zabronię. Ale prosiłbym o nie umieszczanie tego typu komentarzy. I tak wystarczająco dużo ujawniłem, jednak nadmierne ujawnianie pewnych rzeczy mogłoby mi zwyczajnie zaszkodzić. Dlatego nie ujawniam chociażby dokładnej lokalizacji ogrodu (czy np. Tulipan, czy Odmiana, czy Kolejarz). Nie miałem oczywiście żadnych tego typu sytuacji, ale zawczasu wolę do Państwa ta prośbę skierować.

Wystarczająco dużo ujawniłem. Wiadomo, że Słupsk, że ogrody na trasie Słupsk - Bierkowo, że cmentarz jest w miarę blisko, ujawniłem imię i wiek (nazwisko już nie do końca aktualne). I tyle z takich danych personalnych i lokalizacyjnych. 

A teraz zapraszam na galerię ;-) . 


Okolice w drugiej połowie stycznia pokryte lekkim sniegiem

Jakoś od 17 stycznia trochę padało śniegu. Temperatury trochę ujemne. Więc i śnieg się utrzymał. Więc przy okazji spacerów codziennych fotografowałem. I w tym wpisie (tak, tak...znowu) pokazuję swoje okolice. Dzisiaj tj, w niedzielę wieczorem zaczęło trochę więcej śniegu sypać. Jeśli napada śniegu, to być może pokaże okolice pokryte grubszą warstwą śniegu. Może uda się tej zimy pokazać Państwu działki i okolice pokryte naprawdę na bialutko. Na razie pokazuję tylko to , co mam - lekki śnieg ;-)


Wybór parafii i droga do kościoła

Żeby nie było. To nie jest żalenie się z mojej strony. Co niedziela i święta uczestniczę we mszy świętej. Ostatnio nawet w dni powszednie. Głównie wybieram czwartki. Zwyczajowo już od jakiegoś czasu "obowiązkowo" pierwszy czwartek miesiąca. Jest to w pewnej intencji.  Skoro msza jest doskonała formą modlitwy chrześcijańskiej, to ja wybrałem czwartki jako modlitwa o dobrych kapłanów i za kapłanów ogólnie. Mniejsza z tym. Modlitwa to nie jest coś, czym będę się jakoś chwalić publicznie. 

Myśli o telewizji

Przyznaje się :-). Od poprzedniej zimy wracają czasem myśli na temat telewizji na działce. O ile poprzedniej zimy było to w moim mniemaniu odległe i jakoś mało realne w moich warunkach, to od tej zimy jest jak najbardziej realne. Trochę się przed tym wzbraniałem (link 1, link2). Wcale nie planowałem jakoś poprawy warunków tutaj (link). Jednak mój minimalizm ma też swoje granice (link).

piątek, 18 stycznia 2019

Wnioski po przygodach z nawrotami alkoholowymi

W ostatnich wpisach wspominałem o swoich nawrotach alkoholowych, tutaj na działce. Jeden miałem w roku 2010 (link) , drugi w 2013 (link). Czy po takich przygodach można mieć jakieś wnioski? Oczywiście. Jest ich kilka. Najważniejszymi się z Państwem podzielę. 

A może nasadzić pora zamiast cebuli

Dosłownie ostatnio mnie natchnęło. Podczas spacerów na działkach . Kilku sąsiadów ma jeszcze por. Por...Bardzo dobre warzywo. W mojej ocenie spokojnie mogłoby cebulę zastąpić. Pora mi się udawała (lub por udawał). Nie miałem jednak tego warzywa zbyt dużo. Do stycznia starczało. Może czas to zmienić. Może warto obsadzić tym warzywem większą powierzchnię. I mieć cały rok prawie. A nawet te 300 roślinek posadzić. Warzywo to mi ogólnie smakuje. Nadaje się doskonale do zup, do surówek, do chleba. Doskonały, aczkolwiek łagodniejszy, zamiennik cebuli. Podejrzewam, że dość zbliżone wartości zdrowotne. I najważniejsze. To warzywo mi się udawało. Jedne były większe, inne mniejsze, ale ogólnie to udawało się. Warzywo dobrze zimujące (kwestia dobrania odmiany), więc odpada całkowicie problem przechowywania. Po prostu pozostawało by na grządkach. Zakładam, że zjedzenie codziennie jednego lub dwóch sztuk (zwłaszcza w okresie późna jesień - wiosna) dość dobrze zaspokoi potrzebę "cebulową". I coś mi się zdaje, że por (pora) było warzywem idealnie odpowiadającym na mój "cebulowy problem". Ja tą kwestię jeszcze przemyślę ale coś czuję, że to dobra koncepcja. Nasadzić tego warzywa sporo. Por i czosnek. Te warzywa jak na razie mnie nie zawiodły. Może właśnie one są odpowiedzią na zimowe witaminki.

czwartek, 17 stycznia 2019

Rzepak na okolicznym opuszczonym polu daje jeść

W okolicy jest pole, które teraz sprawia wrażenie ugoru. Przy cmentarzu. No kawałek jest by tam dojść. Rośnie tu miejscami rzepak i coś jeszcze z kapustnych, nie rozpoznaję gatunku. Ale kapustne. Jadalne. W sumie to siane tutaj pewnie. Może gorczyca. Przychodzę tutaj co kilka dni po jedzonko. To pole jakby opuszczone, przynajmniej obecnie sprawia takie wrażenie. Z resztą - w samo pole nie wchodzę. To zdjęcia z obrzeży pola, bardziej trawnika przy nim. 

 

Oba gatunki zbieram. Czasem na surowo zjem. Czasem jako element prostej zupy. Zupa rzepakowa ;-) . Kilka garści liści z rzepaku i czegoś tu takiego, kilka ziemniaków, trochę smalcu - i zupa jest. I jest przekąska na miejscu. O higienę nie ma co się martwić . Ostatnie dni to co chyła mżawka lub deszcz,  więc mycie jest tutaj na bieżąco :-) .

Pokrzywa miejscami nadaje się do lekkich zbiorów

Środek zimy. Jaka to zima widać na zdjęciach robionych podczas spacerów. Jeśli ujemna temperatura to chyba tylko w nocy. Wobec tych warunków to nawet wschodząca pokrzywa jakoś mnie nie dziwi. Ale dobra. Jest przekąska witaminowa. Coś doskonałego do posypania ziemniaków. Zjadam właśnie w tej formie. Jako świeża posypka zielona do drugiego dania. Nie gotuję. Niech w formie świeżej odda organizmowi to co ma najlepsze. Zbieram same liście. Wiem, ze mógłbym wykopać korzenie i je zjeść także. Jednak nie robię tego, skoro nie muszę. Jakoś szczególnie dużo pokrzywy w okolicy nie ma, więc nie chcę bez potrzeby niszczyć stanowisk. Ja i tak parę lat temu dość skutecznie ograniczyłem ich populację w okolicy (w niektórych miejscach) zjadając właśnie korzenie na przednówku. A po po tak powszechną roślinę nie chce mi się zbyt daleko chodzić. Wolę by na odpowiednim poziomie zachowała się jej liczebność w najbliższej okolicy.


Działki w drugiej połowe stycznia

Działki obecnie prezentują się jakby to była jesień lub wiosna wczesna. Zero śniegu, zero mrozu. Ale to są zdjęcia z ostatnich kilku dni. Robione podczas standardowych spacerów. 


Zachwyt nad zupami

Odkąd zacząłem tutaj gotować jestem ogólnie zachwycony wynalazkiem zupy. To dla mnie zadziwiające, w jaki sposób człowiek stworzył koncepcję zupy. Z małej ilości składników można zrobić posiłek. Posiłek ciepły, łatwo strawny, z garści składników... Ten zachwyt zaczął się od czasów ostatniego upadku, o którym wspominałem tutaj. 4 kg kaszy i ryżu, 2 kostki smalcu plus inne drobiazgi (przecier pomidorowy, kostka rosołowa, zbierane pokrzywy, korzenie podagrycznika) pozwoliły mi przetrwać ponad 2 miesiące (połowa marca, kwiecień, maj) - a to właśnie dzięki zupom. Oczywiście. To nie były sycące posiłki. Ale pozwoliły nie być aż tak głodnym. Dawały minimalnie pełny żołądek i były ciepłe. I lekko strawne, co po alkoholowym niszczeniu żołądka było w sam raz. Pół kubeczka kaszy lub ryżu mogły wtedy stanowić pożywienie na cały dzień. Wiadomo - nie dostarczały odpowiedniej ilości kalorii i takie tam. Ale napełniły żołądek, pozwalały nie czuć aż tak głodu. W sumie w miarę się najadałem. Na pewno ciut schudłem, ale to żadna tragedia, w sumie rodzaj diety odchudzająco oczyszczającej. 

Moje okolice w drugiej połowie stycznia

Wpis pozostawiam bez zbędnych komentarzy. Taki tylko jeden. Teoretycznie połowa stycznia to zima. Zgadza się? No to gdzie :-) ? Bo ja to bazie co chwila znajduje :-).


Zbiory wody użytkowej z okolicy

Wodę ogólnie dzielę na pitną oraz użytkową. Woda użytkowa to wszelką woda, której nie używam do potraw i napojów. Z reguły więc jest to woda uywana do celów higienicznych. Pranie, mycie się, mycie naczyń, podłóg... I tutaj taki mały paradoks. Najwięcej gromadzę wody pitnej, użytkowej mniej. Użytkową więc uzupełniam sobie przy każdej możliwej okazji. Czy to zimą, czy jesienią, czy wiosną. Gdy tylko jest okazja pozyskać wodę użytkową to pozyskuję. Skąd? Ano właśnie z takich miejsc. 

Wrócę do uprawy jarmużu

Kilka lat temu uprawiałem w każdym roku  jarmuż. I nawet już próbowałem z niego pozyskać nasiona. Niestety pozyskiwanie nasion mi się nie udawało. Jakoś dwa lata temu się wkurzyłem przez to i przestałem to warzywo uprawiać. A głupio jakoś stwierdziłem, że skoro nasiona z tego mi nie wychodzą, to po co mi takie uprawy. I to był chyba błąd z mojej strony.


środa, 16 stycznia 2019

2013 - ciężki przednówek po kolejnej alkoholowej wpadce

Ten upadek zapamiętałem szczególnie. Ten był dla mnie psychicznie najgorszy. Czemu? Bo już miałem wytyczoną nową drogę życia. Już sukcesy. Już działkę zacząłem ogarniać. Już zacząłem nawet wtedy do czytelni chodzić, dokształcać się. No dosłownie - rozpoczęte nowe życie. Bez długów. Już z jakimiś działkowymi sukcesami. Znaczy to były sukcesy na tyle, że w sezonie miałem co jeść. A na zimę miałem jedynie ziemniaki (nie na całą ale trochę już było w zapasie). Resztę zimą musiałem dokupować ale już miałem pierwsze sukcesy. Już wtedy zacząłem żyć koncepcją samowystarczalności. Zacząłem wstępnie ogarniać kwestię jakiś zapasów. No po prostu pierwsze sukcesy. Wtedy też zbierałem wszelkie przydasia. Ot taki miałem etap. Nic szczególnego. Samotność wcale mi wtedy nie przeszkadzała. Po co mi drugi człowiek. Doskonale sobie tutaj radzę. Myttingi? A na co mi? Przecież nie piję. No chodziłem na myttingi. Raz na jakiś czas. 

Zima 2010 - powrót świętującego pijaczka do domu

Pisałem o tym w tym wpisie, etap 4. Tam napisałem "To była jesień 2010. Długi miałem pospłacane. Poupewniałem się czy wszystko i wszędzie już jest na zero. Umowa mi się kończyła. Postanowiłem jej nie przedłużać. Byłem realnie przemęczony. Wtedy jakoś postanowiłem żyć tutaj głównie z plonów z działki. Miałem też jakieś oszczędności. I wiecie co? Wtedy stwierdziłem, że skoro już ponad rok nie piję, to znaczy, że ja żadnym alkoholikiem nie jestem. Długi spłacone, koncepcja nowego życia w planach. Co szkodzi poświętować? I co? Zapiłem. Długo... Oszczędności się rozpływały. Przeraziłem się, gdy obudziłem się w śniegu w rowie. Jakoś doszedłem do domku. Wylałem alkohol, posprzątałem. Jakoś doszedłem do siebie."

Teraz ciut więcej szczegółów. Ile oszczędności? Ponad 2 tysiące złotych. Tak. Tyle można przepić w warunkach działkowych. Tyle mnie kosztowało moje świętowanie. Straciłem nie tylko  2 tysiące. Straciłem coś więcej. Wtedy - ponad rok pracy nad sobą. I straciłem do siebie wszelki szacunek na jakiś czas. I dopiero co odzyskane zdrowie. Wróciłem z rowu przydrożnego, w którym nie mam pojęcia jak się znalazłem. Gdzie lazłem i po jaką cholerę? Nie napisze, bo naprawdę nie wiem. Nie pamiętam. Przemoknięty, zmarznięty wróciłem do domu. Warunki bardzo podobne, jak przedstawione w tym wpisie (drugie i trzecie zdjęcie). Do tego brak jakiegoś sensownego jedzenia. Znaczy, coś tam było, ale nie można było tego nazwać zapasami. Na szczęście miałem już wtedy pierwsze jakieś tam sukcesy w malutkich uprawach. Był czosnek. Miałem własny czosnek. Miałem resztki kasy. Dosłownie resztki. Może 20 może 30 zł. I świadomość. Nie mam jedzenia na dłuższy czas, nie mam zbytnio leków. I objawy ostrego zapalenia płuc. Brudny, śmierdzący. Typowy menel. Nie ma co owijać w bawełnę. W takim stanie wróciłem do domu. Ostro przeziębiony, kaszel z krwią (a może mi się zdawało i krew była z czego innego). Wtedy realnie się przeraziłem. Pierwsze co? Grzane wino i czosnek. Zasnąłem i było mi ciepło. Obudziłem się z jeszcze gorszym samopoczuciem. 

Wtedy wylałem cały alkohol. Resztami sił spróbowałem się jakoś umyć, przebrać w cokolwiek świeższego i do lekarza. Akurat na pogotowie przy ulicy Kołłątaja wtedy. Tam wtedy mnie przyjęli pomimo braku ubezpieczenia. Dostałem receptę na antybiotyk. Niestety z pełną odpłatnością. Więc całości nie wykupiłem, tylko na 2 dni. Za resztę jakieś jedzenie i witaminę C. Jedzenie... Kilka paczek makaronu i keczup. Stwierdziłem, że ugotowany makaron z keczupem musi mi wystarczyć. Jakoś po miesiącu doszedłem do siebie.I tak jak w kiepskim kawale. Posprzedawałem puszki i miałem kasę. Tak. Dosłownie. Za sprzedane puszki mogłem sobie kupić jeszcze jedzenie jakieś i przetrwać do wiosny. 

Ale to nie było moje najcięższe "zapicie" tutaj. Zwykły nawrót. Gorszy miałem w 2013 roku. Na szczęście to był mój ostatni (jak na razie) alkoholowy upadek.

Wiosna 2007 - jakoś się tu ogarnąłem

Postanowiłem podzielić się z Państwem niektórymi swoimi wspomnieniami. Część z nich będzie dotyczyć mojego życia na działce, część zahaczy o wcześniejsze życie. Przeglądam swoje zdjęcia na "chomiku" (to taka moja kopia bezpieczeństwa). Robię na nim porządki, polegające głównie na kasowaniu. I wzięło mnie na wspomnienia. Postanowiłem niektórymi się podzielić. Sporo o tym napisałem tutaj i zapewne część tego, co napiszę w znacznej mierze będzie rozwinięciem linkowanego wpisu. 

Rok 2007. Wtedy podjąłem pracę i walkę z nałogiem. Działkowania było niewiele. W jakich warunkach wtedy mieszkałem - pokazują zdjęcia.


Pierwsze zdjęcia przed ociepleniem. Łóżko wywaliłem. Nadawało się tylko na śmietnik. Kupiłem jakieś składane, trochę ociepliłem. Na wełnę ociepleniową były pieniądze. Na obicie już od wewnątrz - szkoda było. Agrotkaniną musiała wystarczyć. Swoją rolę spełniało, działało, więc nic nie poprawiałem. 

niedziela, 13 stycznia 2019

Decyzja podjęta - płodozmian to trójpolówka ze zbożem

Kilkukrotnie zastanawiałem się nad systemem upraw u mnie. Dotychczasowy system opierał się na tym, że miałem 4 główne poletka uprawne. Więc dane warzywo ( z danej rodziny) jest na tym samym miejscu co 4 lata. Pisałem o tym tutaj.Zastanawiałem się nad nowym systemem. Pod uwagę brałem "dwupolówkę", czyli w plonie głównym działka podzielona na 2 w miarę równe obszary upraw. Wspominałem o tym tutaj. Brałem jeszcze pod uwagę "trójpolówkę", o której pisałem tutaj. Aby zdecydować który z systemów wprowadzić, ważny był zakładany plon ziemniaków, czyli głównego i najważniejszego warzywa. Podstawy wyżywienia. 

Test ogrzewania węglem - początek eksperymentu - modyfikowany

Miałem całe 4 worki węgla. Postanowiłem zrobić sobie eksperyment właśnie teraz. O swoim eksperymencie, o jego planach już pisałem tutaj. Do jego przeprowadzenia musiałbym cały sezon grzewczy, cały rok ogrzewać jedynie węglem a drewno traktować jako rozpałkę. Do celu tego eksperymentu potrzebowałbym jednak zapewne sporo gotówki. W końcu musiałbym mieć i wydać pieniądze na węgiel. I to węgiel raczej w workach, bo jakoś nie wyobrażam sobie by ktoś zrzucił mi pod bramą działkową tony węgla a ja później miałbym to taczką przenosić nie wiadomo gdzie. Ale to by była kwestia do ogarnięcia. W końcu węgiel luzem jest tańszy od węgla pakowanego w worki.
Postanowiłem zrobić test już teraz inaczej , tym czym teraz dysponuję. A dysponuję 4 całymi workami węgla i trochę. Dzisiaj więc rozpaliłem węglem. Będę palić tak by było ciepło,  głównie węglem.

Oj mrozy wielkie tej zimy panocku

W sumie to ja to zostawiam bez zbędnych komentarzy. Zdjęcia miał części mojego ogrodu. Wczoraj i dzisiaj. Tylko czekać kiedy w styczniu rozpocznie się pewno upraw. W poprzednim roku było podobnie. Dopiero w lutym chyba jakoś na dwa tygodnie mróz realnie chwycił.


Zakwas na żur - niepowodzenie

Kilka dni temu nastawiłem zakwas na żur. Był w ciepłym miejscu. Zapach był ładny. Nic nie wskazywało na niepowodzenie. Mieszałem codziennie, nawet kilka razy dziennie. I cieszyłem się jak głupi. Będę miał własny zakwas. Będę miał w stu prezentach własny żurek. Naprawdę się cieszyłem.


Uprawa doniczkowa - dzień po dniu

Kilka dni temu nastawiłem uprawę w doniczce. Robiłem zdjęcia każdego dnia, by pokazać jak sobie rośnie dzień po dniu. No tutaj wszystko idzie jak należy. Przy okazji. Jeden z Czytelników doradzał mi, by robić mniejsze odstępy między cebulami na szczypior. Od razu piszę. Te odstępy są celowe. Między cebulami coś rośnie, jak widać.


piątek, 11 stycznia 2019

Działkowy celibat i samotność

Czy jestem szczęśliwy? Czy czuję się spełniony? Czy zrealizowałem jakieś swoje marzenia? Czy chciałbym zmian w swoim życiu? I (chyba najważniejsze pytanie) - czy chciałbym mieć możliwość założenia rodziny? Czy chcę pozostać na tej działce samotny do końca swojego życia? Czy chciałbym swoje życie zmienić?

czwartek, 10 stycznia 2019

Symulacja starości - plan eksperymentu

Na razie jestem w miarę w pełni sił i cieszę się względnie dobrym zdrowiem. Tak jednak wiecznie nie będzie. Nadejdzie starość, nadejdzie też czas odejścia z tego świata. Swojej śmierci przewidzieć nie jestem w stanie. Może za chwilę coś się stać a może i dane mi będzie umrzeć ze starości w sędziwym wieku. Chociaż nie wiem co bym wolał. Nie do mnie jednak należy ta decyzja. Co może mnie czekać na starość, co jestem w stanie przewidzieć. Przede wszystkim - ogólny już brak sił. Wiadomo - człek stary to człek słaby. Ze wszystkimi tego konsekwencjami. 

środa, 9 stycznia 2019

Na owsiankę mnie napadło

Dzisiaj praktycznie z domu się nie ruszyłem nigdzie. Cały dzień czytałem. Z przerwami na jedzenie, podkładanie do pieca i pisanie. A skoro cały dzień siedzenie w domu to i podjadanie co chwila. Cokolwiek. W sumie nawet nie było co. Pół słoika miodu zeżarłem :-). Przy okazji opublikowania ostatniego wpisu o kulinarnym minimalizmie Czytelnik Tomasz, autor bardzo inspirującego bloga szczęśliwy minimalista, wspomniał w komentarzu o swojej przekąsce. Płatki owsiane z dodatkami. Zawsze jakoś byłem przekonany, że płatki tego typu to się tylko na mleku robi. I aż wstyd się przyznać :-). Taka mnie jakaś potężna ochota na taką przekąskę wzięła. Najpierw zrobiłem sobie "gorący kubek ". 


Kulinarna prostota, kulinarny minimalizm, czy lenistwo :-) ?

Teoretycznie lenistwa nie powinno mi się zarzucać. Teoretycznie. A może jest inaczej? Prostotę i minimalizm (a może właśnie lenistwo ) widać w mojej kuchni. A ścisłej przy przygotowywaniu potraw codziennych. Dominują proste w wykonaniu potrawy, do przygotowywania których nie potrzeba zbyt wiele czasu. Dominują potrawy typowo jedno garnkowe, bardzo często proste zupy. Żadne wymyślne potrawy.